Zeze
http://diepresse.com/home/wirtschaft/international/701441/Kodak_Das-letzte-Foto-ist-geschossen?_vl_backlink=/home/index.do
Życie bez Tri x 400 jest możliwe, ale mimo to :(
Gerd
No cóż, może znajdzie się ktoś, kto kupi ten patent
i utrzyma produkcję taśm przy życiu.
Jeśli nie zrobi tego ADOX, to może Chińczycy. Im
nie zaszkodziłoby posiadanie know-how
potrzebnego do produkcji porządnych taśm.
MirkoBoeddecker
Może znajdzie się ktoś, kto kupi ten patent
Czytałem to już wielokrotnie na różnych forach.
Niestety nie jest to takie proste.
Nie ma żadnego „patentu” na TRI-X. Nie ma w ogóle niczego niematerialnego, co można by kupić (nawet gdyby Kodak chciał to sprzedać), aby potem wyprodukować TRI-X.
Nie ma to również związku z uwarunkowaniami kulturowymi ani położeniem geograficznym (Chińczyk, Niemiec, Amerykanin).
Każdy może wyprodukować TRI-X, gdziekolwiek.
Potrzebujemy do tego:
- Kilka kotłów ze specjalnymi mieszadłami, ciepło, chłód, prąd, ciemność, budynek
- 1 eksperta od krystalizacji
- 1 eksperta od emulgowania
- 1 eksperta od powlekania
- Całą armię asystentów chemiczno-technicznych z wieloma małymi garnkami, mieszadłami i ręcznymi raklami (OK, tutaj Chiny miałyby przewagę)
- Dostęp do skaningowego mikroskopu elektronowego (uniwersytet tuż za rogiem)
- Azotan srebra
- Bromek potasu, ewentualnie jeszcze kilka innych soli
- Żelatyna o wysokiej czystości
- Dostęp do syntezy stabilizatorów (na początku gotowych)
- Dostęp do syntezy Sensis (na początku gotowej)
- Sensitometr
- Densitometr
- Spektograf (można też sobie jakoś poradzić)
- Mała pakowalnia do przygotowywania próbek funkcjonalnych
- Dostęp do maszyny do odlewania
...i jeden do dwóch milionów euro na wynagrodzenia i materiały eksploatacyjne.
Po jednym lub dwóch latach będziemy mogli wyprodukować TRI-X – a raczej film, którego nie da się odróżnić od TRI-X, ponieważ pod względem wszystkich mierzalnych i odczuwalnych parametrów zachowuje się tak samo jak TRI-X.
Firma Kodak już wydała te miliony w ciągu ostatnich 70 lat (a kiedy właściwie pojawił się pierwszy TRI-X?).
Jeśli pozostawimy wszystko bez zmian w Rochester i zespół będzie pracował tak jak dotychczas, kwota ta zostanie wyeliminowana.
Wystarczy zmienić tylko jedną drobną rzecz w sprawdzonym procesie, a wszystkie receptury staną się niemal zbędne.
No cóż. Jesteśmy gotowi, ubożsi o 2 miliony, a pierwszy TRI-X schodzi z taśmy produkcyjnej. Pracujemy bardzo wydajnie, porównywalnie z firmą Kodak, na nowoczesnych maszynach i produkujemy partie, które pokrywają przewidywaną sprzedaż na dany rok.
Wylewamy go, tniemy, wycinamy otwory, podpisujemy, nawijamy, pakujemy, kładziemy na półce i z dumą umieszczamy zdjęcie na naszej stronie internetowej.
Następnie sumujemy wszystkie koszty produkcji filmu (koszty zmienne) i sprawdzamy w Internecie, ile kosztuje podobny film konkurencji, i musimy stwierdzić, że na każdym filmie nie zarabiamy nawet tyle, ile musielibyśmy uwzględnić jako premię za ryzyko, na wypadek znanych nam prawdopodobnych strat.
Nie wspominając już o pokryciu strat początkowych. Niezależnie od tego, czy były one umiarkowane, wysokie czy bardzo wysokie (w Chinach jest to oczywiście tańsze).
Wniosek: nie potrzebujemy Chińczyka, aby dalej fotografować na TRI-X, ale wzrostu cen adekwatnego do okoliczności lub kogoś głupiego z bardzo dużą ilością pieniędzy (lub powrotu do analogowego rynku fotograficznego lat 90., wtedy rozwiążemy problem cenowy dzięki masowości).
W obu przypadkach, bez tego głupca, Kodak mógłby jednak po prostu działać dalej...... ;-)
Firmy na poziomie Kodaka nie bankrutują z powodów technologicznych, ale handlowych.
Wiem, że Perez wycofuje się z filmu i skupia się na cyfrowym, ale nie powinniśmy się oszukiwać.
Myślę, że w najgorszym przypadku Kodak wydzieli te obszary działalności, które są rentowne.
Powstaje wtedy pytanie, czy czarno-biały jest opłacalny, czy nie.
Nie potrafię na to odpowiedzieć, ponieważ kryje się za tym zbyt wiele zastosowań technicznych.
Nie wyobrażam sobie jednak, aby produkcja TRI-X za 2,59 EUR netto w cenie detalicznej miała być opłacalna w dłuższej perspektywie.
Po prostu nie rozumiem, dlaczego Kodakowi nie udaje się uzyskać 3,50 EUR za najsłynniejszy film na świecie, pomimo dużej wrażliwości konsumentów na ceny.
Wtedy wszystko byłoby w porządku, a kominy znów mogłyby dymić.
Zamiast tego dają się ponieść rynkowi i bankrutują.
Pozdrawiam,
Mirko
peterkrumm
Innymi słowy: materiały, których używamy, z pewnością staną się droższe (a może muszą?), abyśmy mogli je nadal mieć. Nie licząc wyprzedaży resztek. Nie są to zbyt optymistyczne perspektywy, ale to my, jako rynek, mamy to w swoich rękach.
Peter
MirkoBoeddecker
Cześć Peter,
Dokładnie. Ale chciałem też powiedzieć, że nie są to ogromne kwoty.
O tym, czy dla producenta będzie to opłacalne, czy nie (czyli o życiu lub śmierci firmy), często decydują jedynie niewielkie zmiany w cenie detalicznej. Jednak ponieważ konsumenci filmów czarno-białych są na ogół niezwykle wrażliwi na ceny (na tej wrażliwości zbudowałem swoją firmę, wykorzystując ją, że tak powiem: „Artykuły fotograficzne w atrakcyjnych cenach z Europy Wschodniej” – tym właśnie przez wiele lat słynęła firma FOTOIMPEX), producenci wciąż nie są w stanie osiągnąć na tym rynku tego, co jest im potrzebne do przetrwania.
W tym przypadku pożądane byłoby bardziej zrównoważone, całościowe podejście. Jednak gdy przeglądam opinie na ten temat na innych forach, nie mam zbyt wielkiej nadziei.
Pozdrawiam,
Mirko
piu58
Życie bez Tri x 400 jest możliwe, ale mimo to :(
Chciałbym podzielić się tutaj nieco inną refleksją. Kilka razy zaproszono mnie do przetestowania filmów i wywoływaczy. Z większością z nich nigdy wcześniej nie miałem do czynienia.
Jestem przekonany, że niemal każdy efekt wizualny można uzyskać przy użyciu dowolnej kombinacji filmu i wywoływacza. Nieliczne różnice można wyrównać w laboratorium. Gdy film się psuje, to nasze własne doświadczenia, to „przywiązanie do niego” idą na marne, nic więcej.
Co jest „własnego” w (klasycznym) filmie?
- Czułość i ziarno. Tutaj nikt nie potrafi czarować, wszystkie filmy tej samej klasy czułości są ~równie świetne. Odstępstwa występują tylko w gorszą stronę.
- Sensybilizacja. Tutaj rzeczywiście istnieją różnice, których nie da się tak po prostu wyrównać. Podkreślona czułość na czerwień lub wyjątkowo niska czułość na czerwień, aż po film ortochromatyczny – to można odtworzyć na zwykłym filmie panoramicznym tylko przy użyciu filtrów. Wtedy jednak traci się czułość. Pod tym względem TriX nie był jednak niczym szczególnym, nie różnił się zbytnio od innych filmów 400 o standardowej grubości warstwy.
- Cienka warstwa kontra normalna grubość warstwy z ziarnem mieszanym. Jest to przede wszystkim kwestia dokładnego naświetlania, jeśli mamy do czynienia z filmem o cienkiej warstwie. Klasyczne filmy 400 nie są filmami o cienkiej warstwie. Pod tym względem również są do siebie podobne.
To, co zazwyczaj podaje się jako zaletę, np. szczególnie harmonijne odwzorowanie odcieni szarości, można świetnie kontrolować w procesie wywoływania. Najważniejsze jest zaakceptowanie czułości, jaką po prostu ma ta klisza. Niezależnie od tego, co jest napisane na opakowaniu. Być może właśnie w tym tkwi największa różnica między kliszami: w stopniu odchylenia czułości. Niewielu próbuje za wszelką cenę uzyskać co najmniej to, co jest wydrukowane na opakowaniu. Jeśli to odchylenie wynosi o pół stopnia więcej niż u konkurencji, to w tych okolicznościach wynik będzie już znacznie gorszy. Jeśli jednak zaakceptujemy rzeczywistą czułość, otwierają się przed nami wszystkie drogi do uzyskania pożądanego odwzorowania odcieni szarości.
Ponieważ prawdopodobnie nie będziemy już mieli tego filmu do końca życia, musimy nauczyć się obchodzić się z filmem i wywoływaczem. Podejście do nowego materiału musi przebiegać racjonalnie. Chyba nie da się tego uniknąć.
AchimBauer
Cześć Mirco,
Czy to ma oznaczać, że firma Kodak mogłaby przetrwać, gdyby cena wynosiła 55 centów, i że firma Forte nadal by istniała, gdyby cena wynosiła 55 centów za rolkę? Kiedy wspominam czasy fotografii analogowej, to poza wyjazdami na wakacje ledwo starczało mi na 5 rolek miesięcznie, a to była już górna granica.
Więc 5 x 55 to 275 centów, czyli 2 euro i 75 centów.
Kiedy pomyślę, jak wzrosły ceny benzyny w ostatnich latach, a mimo to nadal jeździ się z pedałem gazu wciśniętym do dechy, odpoczywa się niepotrzebnie jak z guzem na szyi, zazwyczaj tylko jedna osoba w samochodzie, a to z bagażnikiem na narty na dachu latem tylko po to, żeby każdy widział, że jeździ się na nartach.
A jeśli weźmie się pod uwagę, jak drogie stało się palenie i jak niewielu rzuciło nałóg, to czym jest 2 euro i 75 centów miesięcznie. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, ile obecnie kosztują dobre filmy Orwo SW. Są one oferowane na eBayu w opakowaniach po dziesięć sztuk, 26 klatek, z datą ważności gdzieś w 1992 roku, za 87 euro bez kosztów wysyłki (która, jak sądzę, wynosi 13 euro) i znajdują nabywców.
Najwyraźniej coś ma wartość tylko wtedy, gdy już tego nie ma.
Jednak dla fotografów czarno-białych oferta jest nadal bogata, w przeciwieństwie do diapozytywów. Jeśli chodzi o filmy czarno-białe, to właściwie spośród samych producentów tylko Orwo i Forte zniknęły na zawsze, Fuji ma w Wielkiej Brytanii nadal na rynku swój kompletny asortyment, Kodak jeszcze nie zbankrutował, Ilford nie kontynuowałby działalności, gdyby nie miał przed sobą przyszłości, a Agfa ma przetrwać w ADOX. Na rynku są też materiały, których wcześniej nie było, takie jak Forte, Lucky i Shanghai. Różnorodność, o której kiedyś mogłem tylko pomarzyć, bo dorastając w małym miasteczku, miałem do wyboru tylko Agfę i Ilforda.
Sam należę do ludzi, którzy naprawdę nie mają nic do rozdania, ale 55 centów więcej za film będzie dla mnie warte, gdy znów wejdę do ciemni, bez względu na to, jakiego materiału użyję – to też decyzja, którą wkrótce będę musiał podjąć.
Jednak decyzja o tym, jaki film stanie się moim standardowym, z pewnością nie będzie podyktowana ceną, pomimo skromnego budżetu, ponieważ fotografuję, aby robić coś dla siebie, a mogę to robić tylko tak długo, jak długo będę miał dostęp do filmów, i to powinno być warte tych 55 centów dla wszystkich.
Pozdrawiam, Achim
MirkoBoeddecker
Czy to ma oznaczać, że firma Kodak mogłaby przetrwać, sprzedając swoje produkty za 55 centów, a firma Forte nadal by istniała, gdyby sprzedawała swoje filmy za 55 centów?
Cześć Achim,
nie potrafię udzielić na to jednoznacznej odpowiedzi.
Oczywiście wszystko zależy od innych warunków ramowych, a w szczególności od tego, gdzie na skali wydajności znajduje się dany zakład produkcyjny.
Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja wygląda tak, że producenci produktów fotograficznych są niestety bardzo podatni na presję cenową rynku.
W latach 80. i na początku lat 90., w czasach świetności fotografii analogowej, filmy były, w przeliczeniu na dochody, droższe niż dzisiaj. Obecnie mamy do czynienia z wyjątkową sytuacją, w której pomimo znacznie mniejszego popytu i wyższych kosztów jednostkowych produkt jest tańszy.
Ta sytuacja nie może być zdrowa.
Jak do tego doszło?
W czasach świetności fotografii analogowej moce produkcyjne i popyt były w miarę zrównoważone. Jeśli konkurent obniżał ceny, jego sprzedaż rosła, aż osiągał granicę swoich możliwości produkcyjnych.
Pozostały popyt przenosił się na nieco droższych producentów i wszystko kręciło się w kółko. Rynek funkcjonował prawidłowo.
Na początku XXI wieku popyt spadł jednak tak gwałtownie, że wszyscy producenci znaleźli się w obszarze wielkości sprzedaży, który powodował u nich duże problemy z kosztami jednostkowymi produkcji, ponieważ zakłady działały poniżej optymalnego poziomu. W tej sytuacji opłacało się wpływać na istniejący rynek czystej konkurencji cenowej poprzez oferty cenowe w taki sposób, aby ponownie osiągnąć większe wielkości partii i zapanować nad kosztami produkcji. Bardziej opłacało się więc zrezygnować z marży niż pogodzić się ze wzrostem kosztów jednostkowych, które wynikałyby ze spadku wielkości sprzedaży, gdyby nie odebranie innym udziałów w rynku poprzez cenę.
Klienci szybko to zauważyli i wykorzystali tę sytuację. W ten sposób jeden po drugim producenci tracili poziom cen
i wielkość sprzedaży.
Konsekwencje są znane: branża straciła wszystkie swoje rezerwy (patrz kursy akcji), a ceny utrzymują się na nierealistycznym poziomie. Wszyscy producenci działają na najniższym progu cenowym. Gdyby dziś obniżyli ceny jeszcze odrobinę, natychmiast ponieśliby straty na sztuce.
(Ten trend spadkowy cen należy rozpatrywać w kontekście inflacji i zmian dochodów. Dwa lata temu został on nieco przerwany przez spekulacyjnie zawyżone ceny srebra, ale nie przyniosło to producentom żadnych korzyści, ponieważ jedynie wzrost kosztów materiałów został przeniesiony na konsumentów).
Biorąc pod uwagę opisaną powyżej sytuację „działania na granicy”, 50 centów więcej za film, na samym dole u producenta, oznacza nawet 10-krotny wzrost zysku brutto.
Jestem pewien, że to by pomogło :rolleyes:
W przypadku Forte, na przykład, podwyżka cen filmów miałaby jednak niewielki wpływ, ponieważ 90% obrotów Forte pochodziło ze sprzedaży papieru.
Ale oczywiście to samo obliczenie można zastosować również do papieru.
Pozdrawiam,
Mirko
piu58
Dużym obciążeniem dla sprzedaży filmów było bankructwo firmy Agfa w 2005 roku i związana z tym masowa produkcja filmu APX 100. Agfa przekształciła wówczas wszystkie dostępne zapasy w ten film, co było tańsze niż ich utylizacja. Następnie na rynek trafiły niewiarygodne ilości tego produktu, i to po bardzo korzystnych cenach. Kupiłem zarówno filmy zwojowe, jak i filmy małoobrazkowe za nieco ponad 1,50 euro za sztukę. Nikt nie jest w stanie z tym konkurować.
Do dziś dostępne są filmy małoobrazkowe, a te ostatnie kilka pudełek jest szczególnie tanich. Nadal ma to wpływ na nową produkcję. A kiedy w końcu wszystko zostanie sprzedane, w szafkach fotografów nadal będą leżały strategiczne zapasy. Normalna sytuacja dla producentów nastąpi prawdopodobnie dopiero za dwa lub trzy lata. Zobaczymy, ile wtedy będą kosztować filmy. Nie mniej niż 3 euro za rolkę, jak sądzę – raczej około 4 euro.
thomas_l
Cześć!
Skoro już o tym mowa: jak wyglądałaby ta sytuacja w przypadku kolorów? Mam tu na myśli np. proces Kodak R3, czyli papier chromogeniczny Diadirekt, który był przecież znacznie tańszy niż niezwykle kosztowny Ilfochrome. Oczywiście nie mam pojęcia, jakie jest na to zapotrzebowanie, ale gdyby naprawdę nie było już procesu bezpośredniego, byłoby to wielką szkodą.
Pozdrawiam, Thomas
matthias28
Cześć,
......kto wie, co przyniesie przyszłość.
Długo używałem RODINALa, bo w połączeniu z filmami Agfa zawsze dawał taki efekt, jaki miałem w głowie.
Inne filmy i wywoływacze też nie były złe, ale nie dawały tego, do czego byłem przyzwyczajony.
To chyba o wiele więcej.
W końcu pojawiła się replika RODINALa, a ja od niedawna używam filmu ADOX.
I oto: filmy wychodzą z kasety dokładnie tak, jak sobie to wcześniej wyobrażałem.
Osobiście czekam na moment, kiedy Tetenal wycofa swoje chemikalia E6. Byłaby to dla mnie katastrofa, ponieważ obok czarno-białych zdjęć film diapozytywowy nadal jest non plus ultra. Najlepiej w wciąż przystępnym cenowo formacie średnioformatowym.
Bo nawet najdroższe aparaty cyfrowe nie dorównują mu do dziś, a moim zdaniem mają nieprzyjemny balans kolorów...
Płyty winylowe znów są dostępne w sprzedaży. Podobnie jak film do aparatów Polaroid...
... a jeśli fotografia analogowa stanie się nieco droższa. No i co z tego? W końcu to zdjęcia na całe życie.
gurkensaft
Cześć wszystkim!
Ja też oczywiście nie przepadam za płaceniem więcej za film.
Jeśli jednak w momencie, gdy kładę pieniądze na ladę, mam już wrażenie, że kalkulacja jest tak korzystna dla mnie, że muszę się obawiać, że producent nie będzie w stanie tego utrzymać w dłuższej perspektywie, to wolę dopłacić.
Oczywiście istnieje pewna granica...
W zamian za to mam (w teorii) w dłuższej perspektywie tak duży wybór, jak obecnie.
Mimo że lubię przebywać w laboratorium, nie mam ochoty ciągle dostosowywać się do nowych materiałów.
Wolę spędzać czas za kamerą.
Z tego powodu nie zajmowałem się w ogóle niektórymi materiałami, których dostępność w dłuższej lub nawet średniej perspektywie nie była zapewniona, albo tylko z ciekawości je wypróbowałem.
„Szkoda, a było tak fajnie” – powiedziałem to nie raz...
Przyszłość branży leży przede wszystkim w rękach konsumentów końcowych.
Skąpstwo nie zawsze jest fajne!
Ale z tą opinią nie jestem sam.
Producenci mogą to ode mnie usłyszeć.
Pozdrawiam,
Torsten
AchimBauer
Cześć Torsten,
Nie, oszczędzanie jest super, wręcz bardzo super, tylko że to przesłanie jest źle rozumiane.
Jeśli policzyć, ile kosztuje wymiana sprzętu fotograficznego, bo te twoje grzesznie drogie obiektywy specjalistyczne już nie pasują, bo producent przy przejściu na technologię cyfrową wszystko wywrócił do góry nogami, i biorąc pod uwagę coraz szybsze zmiany systemów (w zeszłym tygodniu zamontowałem moje lampy laboratoryjne, jedna ma co najmniej 50 lat i nadal nadaje się do użytku, a do dwuletniego aparatu cyfrowego nie mogę dostać karty pamięci, bo nie obsługuje on aktualnych rozmiarów), jeśli spojrzysz na ceny naprawdę dobrych drukarek fotograficznych powyżej formatu A4 oraz na ceny atramentu, który w miarę zachowuje kolor, a potem jeszcze zobaczysz, ile kosztuje bezsrebrowy papier do drukarek i jaka jest jakość wydruków, to można już powiedzieć, że 50 centów więcej za film to skąpstwo, bo oszczędza się wiele inwestycji. Ale czy to jeszcze ma znaczenie, w tym tygodniu w mojej lokalnej gazecie z Backnang napisano, że w firmie Kodak oficjalnie mówi się o upadłości, jeśli wkrótce nie wpłyną nowe pieniądze, a z branży drukarskiej na razie nic nie płynie, bo firmy niezwiązane z fotografią, takie jak Epson, Lexmark, HP, były szybsze.
Pozdrawiam, Achim
mdeutgen
Achim ujął w słowa myśli, które podzielam.
Z niepokojem obserwuję, że wraz z nadejściem ery cyfrowej okres przydatności sprzętu technicznego drastycznie się skrócił. Kiedyś kupowało się analogowy aparat i fotografowało nim przez całe życie. Oczywiście na przestrzeni lat, wraz z pojawieniem się systemów Disk i APS, zdarzały się też „jednodniowe mody” (dajmy APS kredyt zaufania, że bezpośrednio konkurował z technologią cyfrową i po prostu musiał przegrać), ale dzięki filmom małoobrazkowym i filmom zwojowym mieliśmy w zasadzie dopracowany i ponadczasowy system.
Tylko że dziś nikt już na tym nie zarabia, a kto ma dobry sprzęt, nie kupi tak szybko nowego. Mi natomiast wydaje się dzisiaj, że producenci chcą zarabiać tylko na tym, że z powodu niedostępnych już komponentów po prostu trzeba „kupić nowy”, najlepszym przykładem jest wspomniana przez Achima karta pamięci. Dzisiejszy film małoobrazkowy pasuje również do Leiki sprzed wojny lub każdego innego aparatu małoobrazkowego.
I kilka słów na temat hasła „Skąpstwo jest fajne”. To powiedzenie jest nie tylko oklepane, ale moim zdaniem to też „kompletna bzdura”. Jeśli natomiast ktoś mówi, że kupuje świadomie (pod kątem kosztów) i zwraca uwagę na stosunek ceny do jakości, to jest to bardziej trafne. Ja również zwracam uwagę na koszty, ale hasło „skąpstwo jest fajne” sprawia na mnie wrażenie, jakby ktoś chciał mieć wszystko za najniższą cenę za wszelką cenę. A to moim zdaniem bzdura. Czasami nieco droższa opcja okazuje się w perspektywie czasu tańsza – niektórzy potrafią liczyć, inni nigdy się tego nie nauczą.
Achim tak pięknie napisał na początku swojego wpisu o obiektywach: po co kupować nowe, skoro mam działający system? Sam właśnie doświadczam tego w przypadku filmów slajdowych w formacie 35 mm. Asortyment jest ograniczany przez producentów, Fuji pożegnało się z filmami amatorskimi, a Kodak właśnie to ogłosił. Ponadto firma Gera właśnie znacznie podniosła ceny, moim zdaniem po prostu je podwoiła. Mimo to nadal będę sobie pozwalał na filmy slajdowe; przy moim rocznym zużyciu poniżej 20 rolek próg bólu jest jeszcze daleki, nawet jeśli Provia 100F kosztuje teraz około 10 euro. Zamiast kupować lustrzankę cyfrową dorównującą OM2 wraz z obiektywami oraz projektor, który mógłby konkurować z Pradovitem, wolę wydać więcej pieniędzy na filmy slajdowe i ich wywołanie.
Nikt też jeszcze nie zastanawiał się nad kwestią archiwizacji danych cyfrowych. Dlaczego więc wiele szpitali przeprowadza obecnie naświetlanie swoich cyfrowych zdjęć rentgenowskich na kliszy? Ponieważ w ten sposób mogą w prosty i niedrogi sposób spełnić wymóg archiwizacji przez ponad 30 lat – w przypadku samodzielnie nagrywanych płyt CD jest to trudne do osiągnięcia, ponieważ po około siedmiu latach stają się one „nietrwałe”.
Martin
gurkensaft
Dobry wieczór wszystkim.
Na szczęście widzę, że nie jestem w tym osamotniony.
Świadomość cenowa, produkty niskiej i wysokiej jakości, a przede wszystkim niedrogie. Właśnie o to chodzi.
Ile jest dla mnie warte?
(Dla mnie osobiście fotografia analogowa ma ogólnie rzecz biorąc większą wartość niż cyfrowa w bezpośrednim porównaniu. Na przykład z powodów, o których wspominaliście, związanych z elektronicznym okresem półtrwania. Ale to tylko na marginesie)
W kwestii cyfrowej nie mam zbyt wiele do dodania.
W naszym gospodarstwie domowym mamy co prawda całkiem przyzwoity „aparat”, ale zazwyczaj używamy go tylko do zastosowań online.
Tutaj ma to sens.
Między innymi ze względu na problem archiwizacji, o którym wspomina Martin.
Chociaż w moim przypadku, jako osoby z „cyfrową astenią”, już sama samodyscyplina związana z odpowiednią (wielokrotną) archiwizacją zawodzi.
Jak dotąd nie wpadłem na pomysł, aby tworzyć podwójne kopie zapasowe moich taśm filmowych, jak to jest zwyczajowe (konieczne?) w sektorze cyfrowym...
Wracając jednak do pierwotnego tematu:
Mam nadzieję, że skoro w przyszłości najwyraźniej nastąpią dalsze zmiany wśród producentów materiałów analogowych, zmiany te będą przebiegać na tyle powoli, że nasz rynek będzie miał czas, by się do nich dostosować.
(w tym przypadku
np. sprzedaż poszczególnych części firmy Kodak / wydzielenie w przypadku upadłości)
Na razie jestem optymistą, bo choć rynek w bardzo krótkim czasie znacznie się skurczył, to najwyraźniej wciąż istnieje!
W moim otoczeniu mam też kilka osób, które albo wracają do filmu, albo (będąc dość młodymi) przechodzą z aparatu cyfrowego na film.
W innych dziedzinach też wraca się do sprawdzonych rozwiązań.
Jak np. wspomniane przez tth płyty winylowe.
Produkty fotograficzne są utrzymywane przy życiu / reaktywowane (Polaroid lub, jak wspomniał gospodarz tego wątku, MCC, Polywarmton, Apx..)
Ożywienie na rynku filmów nastąpi oczywiście, gdy sfrustrowani fotografowie, po wycofaniu wielu produktów, przejdą na materiały stosunkowo „przyszłościowe”.
Szkoda tych wspaniałych rzeczy (CIBACHROME, filmy Forte itp.), ale ten proces zanikania kiedyś się zatrzyma, a rynek się ustabilizuje.
Jeśli producenci lub sprzedawcy są/staną się elastyczni, tak jak niektórzy już to robią w sposób wzorcowy, cieszę się i chętnie to wspieram!
Pozdrawiam, Torsten
Wolf_XL
...do firmy Kodak mam dość ambiwalentny stosunek... Z jednej strony Kodak, kierując się manią wielkości, nękał świat fotografii formatami, których świat nigdy nie potrzebował (Instamatic, Pocket, Disc), a z drugiej strony naprawdę brakowałoby mi filmów TMax, Tri-X i HC-110... Niestety, przyszłość firmy Kodak widzę w bardzo czarnych barwach...
To, że fotografia analogowa cieszy się coraz mniejszym zainteresowaniem w gospodarce, jest w zasadzie zrozumiałe. Nasza gospodarka, skupiona wyłącznie na wzroście, ma po prostu problemy z pogodzeniem się z tak zrównoważoną dziedziną, jaką jest fotografia analogowa. Biorąc pod uwagę, że np. wiele moich przyborów laboratoryjnych używam już od ponad trzydziestu lat, nikogo nie powinno dziwić, że producenci takich przyborów z powodu braku popytu popadają w coraz większe kłopoty...
My, „analogowcy”, nie powinniśmy się oszukiwać – nasz „złoty” czas po prostu minął i już nie powróci. A na dawnych „gigantów” branży fotograficznej nie daję ani grosza. W końcu ich akcjonariusze będą domagać się zwrotu z inwestycji – a jeśli go nie dostaną, nierentowna sekcja fotograficzna zostanie albo całkowicie zamknięta, albo skurczy się nie do poznania. Moje motto brzmi teraz „kupuj niemieckie”… Po pierwsze, Foto Impex, Spur, Moersch czy Maco mają idealny format na skurczony rynek – a po drugie, na czele tych firm stoją ludzie, którzy wciąż mają związek z fotografią analogową…
Zeze
O rany, tu dopiero się rozkręciło :)
Mirko: Dzięki za Twoje posty, wszystko to jest bardzo interesujące.
Pozdrawiam
Dieter