Cześć Andreas,
tak, sam byłem całkowicie zaskoczony :rolleyes: Właściwie to wcale nie wygląda tak źle... mam jeszcze kilka starych odbitek barytowych z około 1920 roku... jeśli wywołujesz je kawą, to kolorystycznie wyglądają prawie tak samo jak te 90-letnie odbitki :lol: Ale mają niesamowitą ostrość.
Tak, z tą sodą to jest taka sprawa... wyjaśnię...
Oryginalna receptura mówi:
230 ml wody
2,5 łyżeczki (nie czubatej) sody
1 g witaminy C
4 łyżeczki kawy (lekko czubatej)
Cóż, wywoływacze papierowe są coraz mocniejsze i myślałem o RODINALu 1+50...jako wywoływacz do papieru używa się RODINALa 1+10. Teraz dostosowałem składniki mniej więcej do tego stężenia:
230 ml wody
3,5 g witaminy C
9 łyżeczek sody
Następnie przeliczyłem to mniej więcej na 1 l (ponieważ zawsze przelewam do butelek Aponorm o pojemności 1 l):
1 l wody
50 łyżeczek kawy
14 g witaminy C
36 łyżeczek sody
Więc jeszcze raz: wszystko zrobiłem mniej więcej tak... nie obliczałem składników na kalkulatorze co do joty ;)
A
teraz
to, co się stało...
Kiedy mieszałem kawę, pomyślałem sobie przy 25 łyżeczkach... „o rany, to całkiem sporo kawy i jest też bardzo ciemna”...więc spontanicznie zostawiłem 30 łyżeczek ;)
Potem dodałem dokładnie 14 g witaminy C... świetnie się rozpuściła.
TERAZ NAJWIĘKSZA OSTROŻNOŚĆ: Potem dodałem pierwszą łyżeczkę sody... i wtedy bomba wybuchła <_<
Cała mieszanka zaczęła się pienić i wystrzeliła w górę...zareagowałem szybko i przeniosłem to z kuchennego stołu do zlewu... mimo to na podłodze był OGROMNY bałagan :lol: Więc to nie rozprysnęło się, tylko po prostu szybko się wylało... nie martw się, jeśli od początku robisz to w zlewie, nie będzie bałaganu :(
No więc, ponieważ straciłem teraz z 500 ml około 100–200 ml (nie zwracałem zbytniej uwagi na to, ile), pomyślałem, że muszę dodać trochę witaminy C. Dodałem więc jeszcze 6 g. Ale właśnie zauważyłem, że nie dolałem kawy :lol:
Aha, im więcej łyżeczek sody dodasz, tym mniej się pieni... jak dojdziesz do około 7 łyżeczek, możesz wlewać naprawdę mocno :lol:
Jak widzisz, właściwie w ogóle nie trzymałem się oryginalnego przepisu :lol: Ale efekt jest naprawdę świetny, żadnych zamgleń, żadnych głupich efektów ubocznych, nic... wywołuje jak prawdziwy wywoływacz papierowy, tylko że w starym stylu, na ciepło :o A czerń u mnie nie jest GŁĘBOKO czarna, tylko jakby 100-letnia, lekko wyblakła od słońca :( Może po prostu powinienem był zostawić to w środku na dłużej.
Oto strona kolesia, który to wypróbował:
Test Caffenolu
. Wydaje mi się, że trzymał się dość ściśle oryginalnej mieszanki. Myślę, że zamglenia na jego zdjęciach wynikają z tego, że papier miał już dawno przeterminowany termin przydatności... moje zdjęcia są bez zarzutu. Zdjęcie ze stłuczoną szybą na samym dole tej strony pokazuje, jakie piękne odbitki można uzyskać przy użyciu Caffenolu.
Tak, myślę, że Franz nie będzie zbyt zachwycony tym tematem :(
Co mnie jednak również interesuje: moim zdaniem wywoływacz kawowy ma nieograniczony okres przydatności... w zasadzie nie wchodzi w reakcję z tlenem... prawda?
Pozdrawiam
Andi