ManuelG
Cześć wszystkim,
mam dość proste pytanie: jak prawidłowo rozcieńczyć kąpiel zatrzymującą?
A konkretnie: w przypadku filmów ADOX jest napisane, że należy stosować maksymalnie 2% stężenie kwasu. Ale jak uzyskać odpowiednie stężenie? Kupiłem ADOSTOP, o którym w katalogu jest napisane, że ma stężenie 60% (na butelce nic nie jest napisane!). Dodatkowo, że w przypadku filmów należy rozcieńczać w proporcji 1+20 do 1+40.
Ale jak uzyskać stężenie kwasu na poziomie 2%? Szukałem już w sieci, ale nie znalazłem nic przydatnego...
A może to takie proste, że zbytnio to komplikuję???
Pozdrawiam,
Manuel
Gerd
60% / 40 = 1,5%
Gerd
mdeutgen
Cześć wszystkim,
mam dość proste pytanie: jak prawidłowo rozcieńczyć kąpiel zatrzymującą?
A konkretnie: w przypadku filmów ADOX jest napisane, że należy stosować maksymalnie 2% stężenie kwasu. Ale jak uzyskać odpowiednie stężenie? Kupiłem ADOSTOP, o którym w katalogu jest napisane, że ma stężenie 60% (na butelce nic nie jest napisane!). Dodatkowo, że w przypadku filmów należy rozcieńczać w proporcji 1+20 do 1+40.
Ale jak uzyskać stężenie kwasu 2%? Szukałem już w sieci, ale nie znalazłem nic przydatnego...
A może to jest tak proste, że ja zbytnio to komplikuję???
Pozdrawiam,
Manuel
Manuel,
można to bardzo łatwo obliczyć: mam 60-procentowy roztwór wyjściowy i chcę uzyskać 2-procentowy. Jeśli teraz wezmę część kwasu, muszę tylko zadbać o to, aby ta jedna część odpowiadała 1/30 w moim gotowym roztworze, więc muszę pomnożyć tę ilość przez trzydzieści. Jedną część już mam, więc brakuje jeszcze 29 części. Wynik:
60% kwasu w roztworze wyjściowym 1 + 29 daje 2% roztwór roboczy.
Na marginesie, w tej chwili używam tylko kąpieli zatrzymującej, bo mam teraz neutralny koncentrat utrwalający, w przeciwnym razie robię płukanie pośrednie i rezygnuję z zatrzymywania. Jeśli jednak stosuję środek zatrzymujący, używam kwasu cytrynowego w proszku (jedna łyżka stołowa na litr wody) z drogerii, który i tak stoi w kuchni do odkamieniania różnych przyborów...
Martin
ManuelG
Cześć,
bardzo wam dziękuję za te pouczające wskazówki :) Czasami naprawdę nie ma się pojęcia, co robić. Sam też mogłem na to wpaść :unsure:
Jeśli chodzi o samą kąpiel zatrzymującą: jasne, że nie jest ona koniecznie potrzebna, ale skoro i tak zamówiłem sporo rzeczy w Impexie, to po prostu dodałem ją do listy. Te kilka euro nie ma znaczenia przy takich kosztach. W końcu butelka kosztuje mniej więcej tyle samo, co wywoływacz zdjęcia 4x5 cali E6 tutaj w Brieke...
Pozdrawiam,
Manuel
cfb_de
Szanowni Państwo, drodzy użytkownicy forum,
nieustannie zadziwia mnie, jak niewielka jest powszechność znajomości reguły trzech. A przecież jest to materiał z piątej lub szóstej klasy, w zależności od kraju związkowego.
Dlatego nie dziwi mnie, że inspekcja pracy podejmuje działania przeciwko wysyłce selentonerów do hobbystów. Kto ewidentnie nie opanował reguły trzech, nie nadaje się również do wydawania szkodliwych dla zdrowia (zgodnie z ścisłą definicją ten rzadki płyn nie jest bowiem „trujący”) chemikaliów.
Uważam jednak, że ta inicjatywa pojedynczego urzędu nadzoru jest dość absurdalna, a uzasadnienie tej decyzji wysoce dyskusyjne i zdecydowanie nie pochodzi ode mnie, lecz z innego źródła.
Ponownie przemyślę moją filozofię eksperta w kontekście większego bezpieczeństwa klientów. Może to doprowadzić do tego, że na niechlujnej kawiarni nie będzie można sprzedawać żadnych innych wywoływaczy. W całym kraju!
„Recepturę wywoływacza chętnie przygotuje dla Państwa farmaceuta”. Brawo. Jeśli chodzi o wiedzę, cofamy się z powrotem do 1850 roku. „Waga Baleków” wraz z konsekwencjami. Wybrałem tę literaturę niemal przypadkowo po przejrzeniu dostępnych mi analiz popularnej fotochemii i porównaniu ich z oświadczeniami marketingowymi producentów/sprzedawców.
Nie, nie zrobię tego. Ale właśnie taki scenariusz czeka wszystkich fotografów analogowych, jeśli w końcu nie nauczą się oni opanować swoich narzędzi pracy (w tym reguły trzech, czystości w laboratorium i czytania instrukcji – to wystarczy) i nadal chcą uchodzić za „kompetentnych” dzięki doświadczeniu w rzemiośle artystycznym.
Manuel, przypadkowo stałeś się ofiarą mojej tyrady. Niestety nie jesteś sam i cieszysz się wątpliwie najlepszym towarzystwem różnych mistrzów i czeladników fotografii. 80% z nich również nic nie zrozumiało podczas swojej edukacji i prawdopodobnie całkowicie spało w szkole.
No cóż. Musiałem to z siebie wyrzucić. Jak mam nam wszystkim pomóc, skoro strzela się mi prosto w rzepkę? Pippi Langstrumpf („Trzy razy trzy to dziewięć widewiddewid, a cztery to dziesięć!”) w tym nie pomaga. Chociaż, jak wiadomo, potrafi nosić konie na ramionach.
Pozdrawiam serdecznie,
Franz
mdeutgen
Franz,
Napisałeś to, czego ja nie miałem odwagi napisać.
To, o czym wspomniałeś, jest moim zdaniem obecnie podstawowym problemem społecznym; spotykam się z tym również wielokrotnie w pracy: ludzie nie znają już najprostszych rzeczy i trzymają się wyłącznie schematów podanych w instrukcjach. Zrozumienie „dlaczego” niestety zeszło na dalszy plan. Pamiętam, że podczas mojej nauki miałem jeszcze zajęcia wewnątrz zakładu, a nasz instruktor próbował nam wyjaśnić zasadę trzech proporcji. Po godzinie delikatnie mu zasugerowałem, że z jego wzorem coś musi być nie tak („dwie piąte czegoś” nagle dawało więcej niż wcześniej).
Narzędzi do pracy w laboratorium nauczyłem się od mojego dziadka (nie, tym razem nie tego z Füllfixem, chociaż był mistrzem w swojej dziedzinie, ale tym drugim), zgodnie z mottem „uczyć się przez zrozumienie”.
To, co napisałem w moim poście powyżej, było w zasadzie tokiem myślenia, w jaki sposób mój dziadek mi to wyjaśnił (i wyjaśniłby), nie wymaga to żadnego wygórowanego wykształcenia, wiedza z szóstej klasy jest do tego całkowicie wystarczająca.
Muszę jednak stanąć w obronie Manuela: jest niepewny i pyta! Wielu innych po prostu zaczęłoby coś mieszać, a potem wygłaszać tyrady, bo to nie działa, ale nie przyznają się, że tego nie wiedzą.
Ja też od czasu do czasu zadaję pytania na forum, bo są po prostu takie dni, kiedy nie widać lasu za drzewami!
Martin
ManuelG
Ja też od czasu do czasu zadaję pytania na forach, bo są po prostu takie dni, kiedy nie widać lasu za drzewami!
Dokładnie tak było wczoraj wieczorem, dziękuję. Gdybym się dziś rano wyspał, prawdopodobnie sam bym na to wpadł, ale chciałem to wiedzieć już wczoraj wieczorem. Dlatego zapytałem tutaj. Co prowadzi nas do drugiej kwestii:
Muszę jednak stanąć w obronie Manuela: nie jest pewien i pyta! Wielu innych po prostu zaczęłoby coś kombinować, a potem wygłaszać tyrady, bo to nie działa, ale nie przyznają się, że nie wiedzą.
Myślałem, że właśnie po to są fora: żeby dzielić się doświadczeniami. I to przecież zadziałało.
A teraz przejdźmy do reszty tych „tyrad”: Taka reakcja na (najwyraźniej zbyt proste pytanie) bardzo mnie zaskoczyła. Nie macie pojęcia, kim jestem, czym się zajmuję, ani żadnych innych informacji o mnie. A jednak wrzucają mnie do jednego worka z nieudolnymi mistrzami fotografii i podobnymi osobami i wyładowują na mnie frustrację z powodu głupoty społeczeństwa, co jest jakoś przerażające, tylko dlatego, że wczoraj wieczorem nie wpadłem na to, że proste proporcje rozwiązują mój problem.
Zdecydowanie wywoływałem już filmy (pierwsze pod okiem nauczyciela w szkolnym laboratorium, to było już dawno temu), a czytanie arkuszy danych i logiczne myślenie również nie są mi obce...
Nie czuję się urażony, ale sposób, w jaki reaguje się tutaj na pytanie nowicjusza na forum, nie wydaje mi się zbyt odpowiedni. Takie zachowanie nie robi dobrego wrażenia na nowicjuszach. Insynuacje, że spałem w szkole itp., są nieco nie na miejscu. Chciałem tylko to powiedzieć.
Pozdrawiam,
Manuel
cfb_de
Cześć Manuel,
Myślałem, że wyraziłem się wystarczająco jasno. Moja wypowiedź nie była skierowana przeciwko Tobie, a jedynie przeciwko tej nieprzyjemnej sytuacji, z jaką mamy dziś do czynienia.
Mamy do czynienia z ludźmi takimi jak Ty, którzy najpierw grzecznie pytają. Bardzo dobrze! Niestety, u wyższych władz i ich urzędników wywołuje to irytację w stylu: „oni nie mają pojęcia i musimy ich chronić”.
A potem mamy do czynienia z kompletnymi idiotami, których zniszczyłem moim 80-procentowym wskaźnikiem, którzy postępują zgodnie z dewizą „tak zawsze robiliśmy”. Częściowo nawet bez odpowiednich kwalifikacji świadomie naruszają przepisy dotyczące substancji niebezpiecznych i wrzucają kłódkę do koła klientom komercyjnym (którzy również nie mają odpowiednich kwalifikacji). Niestety, w prawie dotyczącym substancji niebezpiecznych, jak prawie wszędzie, obowiązuje żelazna zasada: „na końcu gryzą psy”. To właśnie klienci i konsumenci końcowi.
Niestety, takie szczere pytania są obecnie wodą na młyn dla tych, którzy w imię dobrych intencji chcą zakazać wszystkim obchodzenia się z chemikaliami. Gdybym dziś publicznie ogłosił, że chemicznie przekształcam sacharozę i dodaję ten produkt do mojego likieru, jakiś urzędnik zamknąłby mi likiernię. Niestety, nie wie on również, że nie jest to nic innego jak przemysłowo produkowany „syrop cukru inwertowanego”, ponieważ ustawodawstwo jest obecnie wyraźnie ukierunkowane na przemysł. W domu nie wolno mi bowiem wlać dwóch kropli kwasu siarkowego do 100 litrów roztworu cukru trzcinowego, a następnie zagotować całość.
Sympatyczni strażnicy prawa dysponują zazwyczaj bardzo dobrą wiedzą szkoleniową na temat rozporządzeń wykonawczych, jednak raczej mniejszą wiedzą merytoryczną. I dość szybko robią z igły widły, co widać obecnie na przykładzie problemu z Selentonerem.
Jako niezależny rzeczoznawca powołany przez państwo, podwójnie mnie to wkurza. Gdy nadrzędne organy, nie korzystając z własnej wiedzy merytorycznej, bezkrytycznie trzymają się nieprecyzyjnie sformułowanych rozporządzeń wykonawczych. Dawniej, w kontekście wymiaru sprawiedliwości, istniał na to specjalistyczny termin. Obecnie jego odpowiednikiem w organach nadzorczych jest: pozytywizm prawny.
Tylko dla własnego spokoju ducha od lat rozważam zrzeczenie się funkcji rzeczoznawcy. Byłoby to jednak równoznaczne z kapitulacją.
Pozdrawiam serdecznie,
Franz
mdeutgen
Cześć,
przepraszam, że ten wątek nieco odbiega od pierwotnego pytania, ale chciałbym jednak odpowiedzieć na wpis Franza. Również w moim przypadku: mam nadzieję, że udało mi się udzielić oczekiwanej odpowiedzi w zrozumiały sposób i nie wyraziłem żadnej opinii na temat wykształcenia pytającego. Nie mam do tego prawa i będę się strzeżł, by tego nie robić.
Niemniej jednak ja również mogę wyrazić swoje niezrozumienie tego, jak bardzo w naszym społeczeństwie spadła wiedza na różne tematy. Trzeba przyznać, że w ostatnich latach wiedza ogólnie wzrosła wielokrotnie i kiedy wspominam moje matury, to przy moim poziomie wiedzy z 1988 roku prawdopodobnie nie zdałbym dzisiejszej matury... Wymagana wiedza wzrosła tak bardzo, że moim zdaniem nie da się już wszystkiego wiedzieć. Oto przykład: w zeszły piątek po raz kolejny kupowałem półbuty dla moich dwóch chłopców, a w naszej miejscowości prawie nie ma już butów sznurowanych, ponieważ lokalne przedszkola wymagają zapięć na rzepy. W czasach, kiedy ja chodziłem do przedszkola, mówiono: „Przychodzisz do przedszkola, a teraz najpierw nauczysz się, jak zawiązać kokardkę”. No cóż, ale ja poszedłem do przedszkola dopiero w wieku czterech lat, a nie trzech, jak to jest obecnie w zwyczaju, może to właśnie jest przyczyną.
I myślę, że właśnie w tym tkwi problem: podstawowe umiejętności nie są już przekazywane, a z powodu braku tej wiedzy urzędnik, o którym pisze Franz, kurczowo trzyma się wytycznych wykonawczych rozporządzenia, i to z co najmniej dwóch powodów:
1. Nie czuje się pewnie w tej kwestii i unika podejmowania decyzji.
2. Jeśli uparcie stosuje wytyczne wykonawcze, jest po bezpiecznej stronie i nie ponosi odpowiedzialności, bo „tak jest napisane”.
(Dlaczego właśnie teraz przychodzi mi na myśl Gert Fröbe w „Die tollkühnen Männer in ihren fliegenden Kisten”?? Mówię tylko RUMPELSTOLZ!)
Co prawda nie jestem tak na bieżąco z chemią jak Franz, ale wystarczają mi doświadczenia, które zdobyłem na punkcie zbiórki surowców wtórnych lub podczas utylizacji naszych odpadów. Na moje zapytanie telefoniczne, w jaki sposób mogę utylizować utrwalacz, poinformowano mnie, że jako osoba prywatna (czyli użytkownik niekomercyjny) mogę codziennie oddawać 35 kg substancji szkodliwych. Zapytałem więc dalej, czy mogę wtedy zabrać z powrotem mój 5-litrowy kanister, a wtedy nagle usłyszałem, że to już jest ilość komercyjna... Zapytałem więc dalej, jak to wygląda na przykład z farbami wiążącymi, które, jak wiadomo, są dostępne w marketach budowlanych również w pojemnikach od 10 do 12 kg. Potem nagle wszystko poszło gładko, po tym jak wyjaśniłem pani, że utrwalacze są również dostępne jako koncentrat w 5-litrowych kanistrach. (Zastanawiałem się wtedy z całą powagą, czy ta pani ma pojęcie o masie 5-litrowego kanistra i czy potrafi sobie wyobrazić, ile to jest 35 kg.)
I właśnie w tym widzę wielką zaletę forów. Można tam bezpośrednio uzyskać wyjaśnienie brakującej wiedzy lub zapytać, jeśli nie ma się pewności, czy coś dobrze zrozumiało się.
Aby jeszcze raz to podkreślić: ja również od czasu do czasu zadaję pytania, ponieważ czegoś nie wiem lub nie jestem pewien. Nie da się uniknąć tego, że przy okazji otrzymuję kilka odpowiedzi od samozwańczych mądrali, ale staram się je wtedy celowo pomijać.
Martin
ThomasLoos
Jako niezależny rzeczoznawca powołany przez państwo podwójnie mnie to wkurza. Kiedy wyższe organy, nie korzystając z własnej wiedzy fachowej, bezkrytycznie trzymają się nieprecyzyjnie sformułowanych rozporządzeń wykonawczych. Kiedyś, w kontekście wymiaru sprawiedliwości, istniał na to specjalistyczny termin. Obecnie jego odpowiednikiem w organach nadzorczych jest: pozytywizm prawny.
Cześć!
W zasadzie całkowicie się z tobą zgadzam i cieszę się, że piszesz o tym z typową dla ciebie finezją.
Nie mogę znieść tego, że coraz więcej ludzi głupio uczy się jakichś fachowych i przydatnych w krótkim okresie rzeczy, a wiedza ogólna i podstawowe zrozumienie coraz bardziej schodzą na dalszy plan. Wszystko pod hasłem „gospodarka tego wymaga” – kształcimy coraz więcej robotów, a coraz mniej myślących ludzi.
W jednym punkcie jednak się z tobą nie zgadzam, bo już zboczyliśmy z tematu: to nie jest pozytywizm prawny. W państwie prawa po prostu tak jest, że organy władzy nie mogą stawiać się ponad prawem i bardzo dobrze.
Problem leży gdzie indziej i my, prawnicy (z wyjątkiem tych, którzy również nie potrafią myśleć, a takich też jest wystarczająco dużo), bardzo na tym cierpimy: istnieje szalona i bezsensowna fala ustaw i przepisów, które są uchwalane w pośpiechu, bez większego zastanowienia i zrozumienia. A do tego wszystko to jest jeszcze „rzemieślniczo” niskiej jakości. To ogromna porażka polityczna i dotyczy całej Europy. W efekcie szkodzi to właśnie temu, czego chcemy, szkodzi naszym strukturom państwa prawa. Z tego powodu denerwują się nie tylko eksperci, denerwują się wszyscy, którzy mają cokolwiek wspólnego z prawem.
Po drugie: całość potęguje jeszcze fakt, że – i tu koło się zamyka – przede wszystkim organy pierwszej instancji same nie rozumieją istniejących przepisów i ustaw i błędnie je interpretują – dlaczego? Ponieważ brakuje im niezbędnego wykwalifikowanego personelu, który posiadałby ogólne wykształcenie prawnicze. Mają praktycznie tylko personel specjalistyczny, a ten ma tendencję do wyrywania poszczególnych przepisów z ogólnego kontekstu (którego nie znają), trzymając się dosłownego brzmienia i błędnie je interpretując – i to zazwyczaj w sposób znacznie bardziej biurokratyczny, niż byłoby to poprawne z prawnego punktu widzenia.
No cóż, teraz też dałem upust swojej złości...
Pozdrawiam, Thomas
cfb_de
Cześć Thomas,
W jednej kwestii jednak się z tobą nie zgadzam, skoro już zboczyliśmy z tematu: to nie jest pozytywizm prawny. W państwie prawa po prostu tak jest, że organy władzy nie mogą stawiać się ponad prawem i bardzo dobrze.
Bardzo sprytnie wyłapałeś między moimi ciosami floretem jedyne użycie ciężkiej szabli :unsure:
Ale właśnie o to chodzi: podlegli urzędnicy administracyjni, nie kwestionując treści, ponownie automatycznie przyjmują największe bzdury jako absolutną prawdę i w wyprzedzającym posłuszeństwie pędzą naprzód ku przyszłości.
Dobrze. W ścisłym sensie termin, który wybrałem, dotyczy właściwie dawno zmarłych prawników. Istota sprawy pozostaje jednak ta sama, zwłaszcza że obecnie administracyjna ścieżka wydawania nakazów funkcjonuje znacznie lepiej i bez sprzeczności niż w (niemieckim; nie wiem, jak to było u was) Cesarstwie w przypadku aresztu ochronnego.
Pozdrawiam serdecznie,
Franz