Wiem już, co jest w poszczególnych książkach, ale to mi za bardzo nie pomaga :) . Bo skąd „zwykły śmiertelnik” taki jak ja miałby wziąć te chemikalia?
W klasycznym sklepie z chemikaliami. Idzie się tam, potwierdza swoją tożsamość dokumentem i podczas „rozmowy doradczej” przekonuje, że ma się pojęcie o tym. Potem można tam dostać prawie wszystko, z wyjątkiem niektórych rzeczy (np. dichromianów, uranilów). Trzeba jednak umieć nazwać te rzeczy po niemiecku, używając ich właściwych nazw. Nikt nie będzie wiedział, o co chodzi, jeśli powiesz „dwieście gramów Pöro”.
Wszystko można dostać u farmaceuty, który ci ufa. Wtedy to on prowadzi ewidencję miejsca przeznaczenia pod twoim nazwiskiem. I ewentualnie płacisz w całości za jego minimalną ilość sprzedaży. W przypadku dichromianów jest to dość interesujące, ponieważ minimalna ilość, jaką farmaceuta musi odebrać od swoich dostawców, wielokrotnie przewyższa maksymalną ilość, jaką może sprzedać swoim klientom. W końcu tam kupuje się chemikalia, a leki wydaje się przez ladę.
Dlatego apteki są obecnie jedynym źródłem dichromianów dla zwykłych fotografów.
Inną alternatywą byłby bezpośredni dostęp do instytucji badawczych.
Chociaż w przypadku pożądanego procesu nie widzę prawie żadnych problemów w normalnych kanałach handlowych. Jak już wspomniałem: z „dwustu gramami od Pöro” na pewno nie osiągniesz sukcesu. Ale naprawdę krytycznych substancji chemicznych nie znalazłem w K14.
Pozdrawiam,
Franz