Musi być przecież jakiś powód, dla którego aparaty Leica serii M są tak popularne.
Mają czerwoną kropkę ;-)
Właśnie w przypadku Leiki jest wielu fanatyków marki, a kwestia „za czy przeciw Leice” często prowadzi do sporów. Jednak oprócz Leiki istniało i nadal istnieje kilka innych systemów aparatów z wizjerem – dawniej przede wszystkim Contax, a obecnie Zeiss-Ikon i nowoczesne Bessy. Wygląda na to, że wkrótce na pewno będzie więcej analogowych aparatów z wizjerem niż lustrzanek ;-)
Główną zaletą jest brak lustra. Dzięki temu, że nie ma uderzenia lustra, aparat jest cichszy i mniej wibruje – doświadczony użytkownik może dłużej trzymać go w ręku.
Ponieważ obiektywy są umieszczone bliżej migawki, w przypadku obiektywów szerokokątnych nie trzeba stosować skomplikowanych konstrukcji retrofokusowych. Dzięki temu można konstruować obiektywy szerokokątne o ogniskowej 35 mm, 28 mm lub nawet mniejszej, które mają symetryczny przekrój soczewki (np. Biogon firmy Zeiss).
Są sytuacje, w których wizjer pomiarowy lepiej nadaje się do ustawiania ostrości niż matówka w lustrzance, zwłaszcza gdy robi się ciemniej.
Wreszcie, jest wiele osób, które cenią sobie to, że ich motyw nie znika w wizjerze w momencie naciśnięcia spustu migawki.
Niezależnie od tego, czy jest to lustrzanka, czy aparat z wizjerem – każdy ma swoje wady i zalety. To, który model jest „lepszy”, zależy wyłącznie od sytuacji użytkowej i preferencji użytkownika. Podobno są ludzie, którzy nie tknęli już swojej piszczącej, plastikowej lustrzanki z autofokusem, odkąd raz mieli w rękach Leicę M – zresztą zdarza się też sytuacja odwrotna...
Pozdrawiam
Andreas