ultra8
Cześć, Impexer ;-)
Czy jest już dostępny oficjalny cennik, w którym wszystkie produkty Ilford mają podane ceny obowiązujące od 1 stycznia 2006 r.?
Jeśli nie, to o ile wzrosną ceny? Być może jeszcze w tym roku złożę większe zamówienie...
Pozdrawiam, Jü
MirkoBoeddecker
Jörg,
my również nie wiemy jeszcze dokładnie, o ile i jakie ceny będziemy mogli podnieść.
Konieczność podwyżki wynika z faktu, że ceny filmów i papierów wzrosły już po raz trzeci w tym roku, a marża skurczyła się już na początku roku do tego stopnia, że koszty związane z dostawą, magazynowaniem, pakowaniem i wysyłką nie były już pokrywane przez tę niewielką marżę.
Jeśli jednak spojrzeć na zaciekłą konkurencję na rynku fotograficznym, gdzie każdy robi swoje bez celu i perspektyw na przyszłość, to można się obawiać, że po raz kolejny nie uda się przeforsować podwyżki cen na rynku, a różnica obciąży pozostałą marżę sprzedawców. Będzie to trwało tak długo, aż ostatni sprzedawca stosujący dumping cenowy w końcu zbankrutuje, tak jak to miało miejsce w przypadku ponad 50% niemieckiego detalicznego rynku fotograficznego w ciągu ostatnich trzech lat.
Jeśli nie uda nam się podnieść cen średnio o co najmniej 6–10% powyżej obecnego poziomu (czyli z uwzględnieniem nowej podwyżki Ilforda), to prawdopodobnie od połowy 2006 roku nie będziemy już mieli w ofercie żadnych produktów Ilforda i zwolnimy jednego pracownika, aby obniżyć koszty i dalej ledwo wiązać koniec z końcem przy mniejszym obrocie.
Podsumowując: na razie nie wiadomo nic konkretnego, a moja lista życzeń do Świętego Mikołaja to podwyżka o 6%, żeby przynajmniej móc dalej działać bez zysku, oraz podwyżka o 10%, żeby ewentualnie, jeśli wszystko pójdzie gładko, nie będzie ani jednego odstąpienia od umowy, nikt nie zachoruje i nie będzie ani jednej reklamacji, może nawet zarobić odrobinę na sprzedaży produktów Ilford.
W sumie dałoby to około 12%.
Pozdrawiam,
Mirko
Gast
Czy polityka cenowa firmy Ilford wpłynie również na takie filmy jak Adox CHS? Jeśli dobrze rozumiem opisy w waszym katalogu, to wydaje się, że istnieje tu pewne podobieństwo...
-Emil
cfb_de
Cześć Emil,
Nie zwracaj uwagi na gorzkie narzekania Mirko i przeczytaj jeszcze raz katalog. Istnieje różnica między rozmiarami „M” a „S”.
Równie istotna jest różnica w pochodzeniu filmów „CHM” i „CHS” pod marką ADOX.
Oczywiście, jeśli Mirko jest rozsądny, otrzyma również pozostałe nagrody. Dla nas miałoby to tę zaletę, że dzięki tym „pieniędzmi za milczenie” moglibyśmy kupić sobie kilka miesięcy spokoju przed jego łzami :-) [Gdyby tylko nikomu nie przyszło do głowy, żeby podnieść cenę 50-tki, bo wkrótce znów będę jej potrzebował...]
Pozdrawiam serdecznie,
Franz
MirkoBoeddecker
Emil,
jak już wspomniał Franz, dotyczy to obecnie wyłącznie materiałów marki Ilford (oraz Kodak i Fuji), czyli tych produktów, które sprzedajemy jedynie w ramach poszerzenia asortymentu i które są dostępne również gdzie indziej.
NIE dotyczy to ADOX, Classic, Foma itp., czyli produktów, które sami dystrybuujemy, produkujemy lub zlecamy produkcję, lub w przypadku których dzięki rozdzieleniu odlewania i konfekcjonowania oraz większym ilościom mamy przewagę cenową nad konkurencją.
W związku z tym ten wątek NIE dotyczy również filmów CHM – więcej na ten temat w równoległym wątku „CHM z rolki”.
@ Franz,
nie narzekam. Stwierdzam fakt. Wraz z pojawieniem się internetu na niszowym rynku, takim jak nasz, zmieniło się kilka rzeczy. Niemcy są przede wszystkim wrażliwi na ceny. W przeciwieństwie do np. innych krajów, niemiecki klient nie ceni sobie ani doradztwa, ani różnorodności asortymentu, ani obsługi. Szuka porady tam, gdzie ją dostanie, ale kupuje tam, gdzie cena jest najkorzystniejsza.
W związku z tym model biznesowy FOTOIMPEX w obecnej formie nie jest już aktualny. Mamy zbyt wielu wysoko wykwalifikowanych pracowników, zbyt centralną lokalizację i zbyt pracochłonną obsługę zamówień. Innymi słowy: nasi specjaliści otrzymują zbyt wysokie wynagrodzenia, nasz czynsz w centrum miasta jest zbyt wysoki, a przyjmowanie zamówień telefonicznych wraz z doradztwem i proponowaniem produktów alternatywnych jest zbyt kosztowne, aby konkurować ze sklepem internetowym, który nie oferuje doradztwa telefonicznego, ma siedzibę na uboczu i nie zapewnia wsparcia produktowego.
Od dwóch lat zastanawiałem się, jak dalej postępować. W ramach testu podniosłem ceny niektórych produktów o 5% w stosunku do innych i natychmiast obroty spadły niemal do zera, a pozostała sprzedaż trafiła do Francji.
W związku z tym mamy obecnie ten sam atrakcyjny poziom cenowy co konkurenci, którzy działają w sposób opisany powyżej, ale z powodu wysokich kosztów FOTOIMPEX odnotowuje obecnie, pomimo rekordowych obrotów, niewielką stratę już drugi rok z rzędu.
Ponieważ nie mam ochoty na model „ja i mój sklep internetowy plus niewykwalifikowany pracownik tymczasowy na zielonej łące” (nie lubię ani sklepów internetowych, ani błotnistych łąk), od przyszłego roku będziemy musieli stopniowo wycofywać się z działalności i wycofać wszystkie „produkty przynoszące straty”.
W ten sposób spadną obroty i odpowiednio ilość pracy, którą wykonuje, a ja będę mógł zaoszczędzić na kosztach poprzez redukcję personelu.
Jeśli na końcu tej spirali znów będę siedzieć sam w sklepie, to też mi to odpowiada, ale nie zakładam, że tak będzie.
W kolejnych latach nigdy więcej nie zarobiłem tyle pieniędzy, co w 1997 roku, kiedy jeszcze sam, bez pracowników, stałem w sklepie przy Reinhardtstraße.
Miałem wtedy też mniej stresu i nie musiałem co dwa tygodnie wykręcać sobie z rąk czegoś w rodzaju 100% wypłaty w przypadku choroby.
Być może jednak sytuacja się jeszcze zmieni i nastąpi cud, a my znów będziemy mogli doliczać 30% marży brutto, aby sfinansować transport, zwroty towarów, wynagrodzenia, opłaty pocztowe, czynsz, ogrzewanie, prąd, zwolnienia lekarskie, urlopy, święta, reklamę itp. Wtedy będę mógł zatrzymać moich pracowników, a może nawet uruchomić równolegle sklep internetowy i poszerzyć asortyment.
C’est la vie. Jakoś to będzie.
Ilford, razem z Kodakiem, to pierwsze, co musi zniknąć, jeśli nic się nie zmieni.
Wszystko, o czym wspomniałem powyżej, z wyjątkiem akapitu „z cudem”, robię naprawdę tylko wtedy, gdy nie ma już innego wyjścia i niechętnie to akceptuję. Nie mogę jednak tracić kolejnych pieniędzy, coś musi się zmienić. Magazyn tak bardzo się skurczył, że wkrótce nie będziemy w stanie realizować dostaw, a wtedy trzeba by wszystko zamknąć, a to naprawdę nie ma sensu dla nikogo.
Pozdrawiam,
Mirko
Stagirit
Kodak i Ilford próbują po prostu czerpać takie same zyski nawet z kurczącego się rynku.
Dopóki świadomość jakości nie będzie miała znaczącego wpływu na decyzję o zakupie, sytuacja sklepów takich jak FOTOIMPEX niewiele się zmieni. Jako sprzedawca nie ma się też przyszłości, ponieważ zwłaszcza na rynkach niszowych coraz bardziej opłaca się producentom prowadzić sprzedaż bezpośrednią. Następnie tworzy się forum lub wiki, na którym klienci i zainteresowani mogą wymieniać się opiniami na temat produktów. Sprzedawca, który zajmuje się doradztwem, jest oczywiście tym, który na tym traci; może utrzymać się tylko dzięki temu, że robi coś, do czego nikt inny nie jest zdolny.
Ilu ambitnych amatorów fotografii będzie jeszcze w Niemczech? Więcej niż 200?
Za kilka lat sytuacja raczej się pogorszy niż poprawi, najpóźniej wtedy, gdy w menu aparatu cyfrowego będę mógł wybrać opcję „Ilford HP5 w Perceptolu”.
Z pięciu dużych sklepów fotograficznych, jakie kiedyś tu były, w Norymberdze pozostały tylko dwa. Spodziewam się, że jeden z nich zbankrutuje wiosną, a drugi próbuje utrzymać się przy życiu dzięki minilabom i odbitkom cyfrowym. Nie wspominając już o wszystkich mniejszych sklepach.
Mamy też jeszcze jedno profesjonalne laboratorium, które obsługuje również sektor aparatów fotograficznych i cyfrowy. Na szczęście kierownik laboratorium jest osobą, która sama jest entuzjastką fotografii i ma ambicje, więc stara się spełniać nawet nietypowe życzenia, nawet jeśli nie przynosi mu to żadnego zysku.
Pomijając fakt, że fotografia cyfrowa zdominowała szeroki rynek, obecnie obsługuje ona również wielu amatorów (dzięki pierwszym lustrzankom, które stały się przystępne cenowo). Jeśli ktoś jeszcze sam wywołuje zdjęcia, jest naprawdę rzadkością.
Chociaż sam uważam to za smutne, jestem pewien, że fotografia analogowa w dłuższej perspektywie wymrze. Nie dlatego, że nikt nie chce już pracować analogowo, ale dlatego, że zanikają sprzedawcy, a także producenci filmów i materiałów.
Nie możemy też produkować tego sami, bo nie będziemy już mogli dostać chemikaliów. Długo byłem innego zdania, ale skoro muszę zamawiać materiały z Turyngii i Berlina, a nawet od naprawdę dobrych sprzedawców ciągle słyszę: „Nie mamy tego już i nie wiemy, czy i kiedy to znowu dostaniemy”, porzuciłem swój optymizm.
MirkoBoeddecker
Stagirit,
Oczywiście mam inne zdanie na ten temat.
To już zupełnie inna dyskusja, co dzieje się po stronie producentów i z dostępnością towarów. W tej chwili sprzedawcy niepotrzebnie podcinają sobie nawzajem gałęzie. W tym właśnie tkwi problem. Producenci określają, co muszą mieć w ofercie, i na tym etapie wszystko jest w porządku. A po stronie sprzedawców zaczyna się wtedy ostra walka.
Nigdy nie byliśmy drodzy, ale przez te wszystkie lata nigdy nie sprzedawaliśmy poniżej ceny.
Fotografia analogowa oczywiście nie wyginie. Nie bez powodu miniony rok był pod względem obrotów kolejnym hitem. Nowy rekord.
W segmencie konsumenckim wszystko stanie się w 100% cyfrowe. Analogowa fotografia kolorowa zostanie zredukowana do podobnej niszowej pozycji, jaką od połowy lat 90. zajmuje już fotografia czarno-biała. Oznacza to utratę kolejnych miliardów obrotów dla segmentu analogowego.
Oba segmenty razem to oczywiście znacznie więcej niż 200 osób w Niemczech.
Pozostaje rynek warty dziesiątki milionów. Kiedyś był to jednak rynek wart miliardy i to właśnie dla niego większość zachodnich producentów projektowała swoje maszyny.
Od początku skupiamy się na niszy czarno-białej, więc zmiany w sektorze konsumenckim nas nie dotyczą.
Produkty, do których niektórzy są przyzwyczajeni, mogą przestać istnieć, ale pojawią się nowe. W razie potrzeby sami produkujemy również w bardzo małych seriach. Zawsze będzie surowiec, który się nadaje, tylko w niektórych przypadkach trzeba zmniejszyć czułość filmów.
Dlatego już teraz skupiamy się w większym stopniu na producentach, którzy mają szansę, czysto z punktu widzenia zaangażowania kapitałowego w organizację produkcji, produkować materiały fotograficzne jeszcze przez wiele lat.
Ten marny biznes z „towarem powszechnym” po cenach dumpingowych (mierzonych marżą możliwą przy stałej cenie zakupu dla sprzedawcy) chętnie oddam tym, którzy chcą sobie nawzajem wyrywać oczy, jeśli wkrótce coś się nie zmieni.
Pozdrawiam,
Mirko
Gast
Kupuję w Impexie, bo mają tam filmy Adox.
A fotografuję analogowo, bo sprawia mi to przyjemność.
Gdybym kiedyś musiał przejść na fotografię cyfrową, porzuciłbym to hobby.
Analogowe zdjęcie w odcieniach szarości jest po prostu bardziej autentyczne!
W tym duchu życzę wszystkim wesołych Świąt Bożego Narodzenia!
Phil
cfb_de
Cześć Mirko,
żebyś mnie dobrze zrozumiał:
„pieniądze za milczenie” pozwoliły nam kupić sobie kilka miesięcy spokoju przed jego łzami :-) [Oby tylko nikomu nie wpadło do głowy, żeby podnieść cenę pięćdziesiątki, bo wkrótce znów będę jej potrzebował...]
mówiłem to tak poważnie, jak rzadko kiedy w życiu ;-)
Pozdrawiam serdecznie, Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!
Franz
MirkoBoeddecker
Franz,
To już zrozumiałem. Zwłaszcza że sam powiedziałeś, że mogę spokojnie podnieść ceny, tylko nie za ten film, który kupujesz ;)
Pozdrawiam i życzę wesołych świąt,
Mirko
Gast
:
W związku z tym model biznesowy FOTOIMPEX w obecnej formie przestał być aktualny. Mamy zbyt wielu wysoko wykwalifikowanych pracowników, zbyt centralną lokalizację i zbyt pracochłonną obsługę zamówień. Innymi słowy: nasi specjaliści otrzymują zbyt wysokie wynagrodzenia, nasz czynsz w centrum miasta jest zbyt wysoki, a przyjmowanie zamówień telefonicznych wraz z doradztwem i oferowaniem produktów alternatywnych jest zbyt kosztowne, aby konkurować ze sklepem internetowym, który nie oferuje doradztwa telefonicznego, ma siedzibę na uboczu i nie zapewnia wsparcia produktowego.
:
Dobry wieczór Mirke,
rzadko piszę na takich forach. Ale teraz mam prośbę: nie poddawajcie się. Lubię wasz sklep, skorzystałem z doradztwa i nie zamierzam kupować gdzie indziej z powodu 10 centów za film. Uważam, że wasze inicjatywy są dobre, ponieważ wprowadzacie produkty, które gdzie indziej właśnie zanikają.
Jeśli chodzi o sklep internetowy: mimo wszystko chciałbym taki mieć. Ale dodatkowo z możliwością zadzwonienia do was. Może przemyślisz to jeszcze raz i znajdziesz studenta, który za niewielką opłatą to skonfiguruje.
--Uwe (10811)
cfb_de
Cześć Uwe,
Chciałbym nadal korzystać z dobrej obsługi i rzetelnych informacji na temat dostępności produktów. Poza tym zależy mi na tym, by mój dostawca działał stabilnie i cenię sobie indywidualną obsługę. W gruncie rzeczy chodzi o coś w rodzaju „sklepu detalicznego/specjalistycznego”, nawet jeśli znajduje się on kilkaset kilometrów stąd.
Dlatego mam trudności, gdy promuje się rozwiązanie łączące sklep internetowy *i* zamówienia telefoniczne.
W sklepie internetowym klient robi wszystko sam i działa bezpośrednio w systemie ERP dostawcy. Teraz zadaje pytanie do obsługi telefonicznej... W tym momencie dwa różne procesy są zasilane przez trzy media (system ERP, obsługa telefoniczna pyta ustnie kolegów, klient korzysta z telefonu i oczywiście nie ma pod ręką numeru zamówienia).
Zapobieganie temu chaosowi oznacza nakład pracy (czyli pieniądze) albo ogromne ograniczenia w obsłudze, które podważają sens istnienia obsługi telefonicznej („Nie, niestety nie mogę udzielić informacji na temat Państwa zamówień internetowych. Są one już w naszym systemie i są przetwarzane automatycznie. Proszę o wyrozumiałość, służy to wyłącznie niezawodnej i szybkiej realizacji Państwa zamówienia.”), sprowadzając ją tym samym do poziomu call center operatora telekomunikacyjnego.
A ponieważ Mirko generuje teraz znaczną część swoich obrotów w sklepie stacjonarnym (który, jak wiadomo, również obciąża obsługę telefoniczną), w naszym własnym interesie leży rezygnacja z sklepu internetowego.
Jako klient z Sindelfingen nie chcę bowiem płacić za dodatkowe koszty wynikające ze stabilnego procesu obsługi sklepu internetowego w Berlinie. Obecny system działa dobrze i to mi wystarcza.
W końcu e-mail na adres info@... jest prawie tak dobry jak sklep internetowy, bo dostaje się nawet osobistą odpowiedź z wiarygodnymi terminami dostawy, a nie automatyczne „tak, tak, otrzymaliśmy zamówienie, to nie jest potwierdzenie dostawy, a całość staje się wiążąca dopiero wtedy, gdy pobierzemy kwotę z rachunku”.
Inny dostawca (nie ten z Hatten) kiedyś mnie zaskoczył: ma sklep internetowy, działa na własną rękę i podaje też numer telefonu. Wypróbowałem go kiedyś po południu w dzień roboczy, bo interesowała mnie data wysyłki (podobna sytuacja jak ostatnio tutaj z Barytrolle).
„Tak, jeśli otrzymał Pan e-mail z odpowiedzią, to wszystko w porządku. Nie mogę teraz powiedzieć nic więcej, właśnie koszę trawnik. Nie mam komputera przy kosiarce”. Spotkaliśmy się potem na forum fotograficznym i obaj serdecznie się z tego śmialiśmy. Uważam, że to miłe, gdy czasami widać ludzką stronę.
Pozdrawiam serdecznie,
Franz
Goetz
Podwyżek cen nie da się uniknąć. Dobra obsługa i szeroki asortyment kosztują. Ta mentalność typu „skąpstwo jest fajne” niszczy nie tylko handel detaliczny, ale w dłuższej perspektywie także nasze miejsca pracy.
Szkoda, że w artykule pojawia się rada: „znajdź studenta, który za niewielką opłatą stworzy ci sklep internetowy”. Tak, on to robi, ale nie ma pieniędzy, by zapewnić wystarczający poziom konsumpcji, niszczy miejsca pracy wykwalifikowanych programistów. Ten dumping płacowy i cenowy w końcu nas wszystkich zrujnuje.
Jestem programistą, podobnie jak mój syn. Junior niestety jest teraz chory i może pracować tylko sześć godzin dziennie, ma stwardnienie rozsiane. Ileż to razy słyszał: „Znajdę sobie studenta, który pracuje dwa razy dłużej i dostaje tylko połowę”.
To konsument decyduje, co dostaje i jak potoczy się jego sytuacja zawodowa. Ale to zła droga. Kupujcie tam, gdzie dostaniecie poradę i zapłaćcie za nią, wtedy wszyscy na tym skorzystamy, bo będziemy mieli pewny dochód, produkty w przystępnych cenach i dobre doradztwo.
Goetz