W ten weekend byłem w Berlinie; pogoda była tak piękna, że zrobiłem tylko trzy zdjęcia i zostawiłem aparat w hotelu.
Można by pomyśleć, że w hotelu Park Inn przy Alexanderplatz można po prostu zostawić aparat w pokoju, ale najwyraźniej tak nie jest.
Aparat i Beli zniknęły.
Byłbym wdzięczny za pomoc, a kto chce rzucić okiem, może czytać dalej; pozostałym chciałbym przeprosić za niedogodności.
Beli:
Gossen Lunasix 3S (to bolało), w oryginalnej torbie. Do Beli przymocowana jest linka zabezpieczająca, która przechodzi przez oczko w dnie torby, a na jej końcu znajduje się karabińczyk, podobny do tych na szlufkach plecaków turystycznych marki Deuter. Aluminiową tabliczkę z tyłu zdjąłem kiedyś w celu naprawy, stare kleje zostały zeskrobane, a tabliczka jest teraz przymocowana klejem błyskawicznym.
W zestawie znajduje się również adapter do komory baterii.
Na przycisku pośrodku tarczy skalowej brakuje lakieru, jest on surowy i błyszczy.
Aparat:
Carl Zeiss Nettar, nie był co prawda drogi, ale jestem do niego przywiązany, a ponadto jest w bardzo dobrym stanie.
Znajduje się w starej torbie fotograficznej firmy Zeiss, pasek jest zawiązany z jednej strony, a brakuje zapięcia na pokrywie. Do paska przymocowana jest również mała kieszonka, w której znajduje się dalmierz. W aparacie była włożona rolka Neopan 400.
Ponieważ skradziono mi również dezodorant i wełnianą czapkę za 5 euro, sądzę, że nie był to złodziej z fachową wiedzą (który jednak bez problemu mógł wejść do pokoju). Jeśli więc ktoś zobaczy moje rzeczy w Berlinie, proszę o kontakt.
To bardzo ucieszyłoby biednego studenta.