dpc
Jeśli chce się pobrać katalog Beseler, pojawia się informacja „(tylko do wyczerpania zapasów)”.
Czy to oznacza, że firma FOTOIMPEX nie importuje już produktów Beseler? Jeśli tak jest, to czy planowana jest jakaś alternatywa dla wszystkich, którzy chcą powiększalników o formacie powyżej 6x9? Jest to przecież szczególnie interesujące dla klientów Fotoman...
MirkoBoeddecker
Poprzedni właściciel firmy Beseler zmarł dwa lata temu.
Potem przez kolejny rok firma ledwo się utrzymywała, aż w końcu została podzielona i zlikwidowana.
Części zamienne oraz niewielka część produkcji zostały sprzedane nowemu właścicielowi.
Ten z dnia na dzień podniósł nam ceny o 30% – jednocześnie obniżając ceny dla swoich amerykańskich dystrybutorów :unsure:
W czasach, gdy każdy może szybko sprawdzić w B&H, ile kosztuje Beseler w USA, nie jesteśmy już konkurencyjni.
Ponadto, z powodu nowych przepisów UE dotyczących bezpieczeństwa elektrycznego, moglibyśmy oferować tylko urządzenia z odciętą wtyczką.
Wszystko to, przy obecnym obrocie wynoszącym jedno sprzedane urządzenie na 2 lata, skłoniło nas do utrzymania wyłącznie serwisu części zamiennych :(
Rynek używanych produktów na eBayu jest obecnie po prostu zbyt atrakcyjny dla sprzedaży nowych urządzeń.
Jeśli warunki ulegną ponownej zmianie, znów będziemy sprzedawać Beseler ;)
Mirko
MirkoBoeddecker
i nie zapomnijcie: do formatu 6x17 potrzebujecie powiększalnika 13x18!!
Format 4x5" nie pasuje!
Gast
Cześć Mirko,
jeśli nadal chcesz sprzedawać profesjonalne powiększalniki, to może warto rozważyć powiększalniki firmy Kienzle jako alternatywę.
Te urządzenia są naprawdę solidne, a pan Kienzle chętnie zajmuje się również modernizacją i naprawą sprzętu innych producentów.
Z własnego doświadczenia mogę je tylko polecić.
Pozdrawiam
Dierk
MirkoBoeddecker
Tak, tylko niestety jest „związany” z monochromem... :unsure:
Gast
Witam,
Powiększalniki Kienzle są bardzo dobre, ale – jak widać w cenniku Monochrom – również drogie i, jak już wspomniano, dostępne wyłącznie w Monochrom.
W 1996 roku musiałem wybrać nowy powiększalnik 4x5", ponieważ stary uległ całkowitemu zniszczeniu podczas przeprowadzki laboratorium. Wstępny wybór padł na Kienzle i japoński LPL (patrz Jobo). Wynik: od początku 1997 roku pracuję na Jobo 4x5 cali, dodatkowo wyposażonym w filtr Heilands Splitgrade. Różnica w cenie w stosunku do Kienzle o takim samym wyposażeniu wynosiła wówczas ponad 1100 DM! LPL/Jobo jest zresztą dostępne w różnych wersjach: Standard sw; Multicontrast; kolor, a także Splitgrade!
W praktyce Jobo/LPL nie ustępuje Kienzle, a zaletą dla wszystkich, którzy chcą kupować w FOTOIMPEX, jest to, że FOTOIMPEX ma w ofercie zarówno Jobo, jak i LPL – przynajmniej tak wygląda to w katalogu i na stronie internetowej!
Mogę tylko polecić LPL/Jobo w formacie 4x5 cali, chociaż oczywiście można by poprawić kilka drobiazgów, ale dotyczy to prawie wszystkich urządzeń na rynku.
Kto zresztą nie chce kupować nowego powiększalnika, na pewno znajdzie coś na rynku używanych, między innymi Beseler, a przede wszystkim urządzenia Durst w „niskiej cenie”.
MirkoBoeddecker
Dostarczamy cały asortyment LPL, o ile bezpośredni import się opłaca – w przeciwnym razie dokupujemy produkty od Jobo.
Mirko
Gast
Cześć zensua,
co cię zniechęciło do modelu Laborator 1200?
Nie znalazłem jeszcze niczego, co wymagałoby poprawy :unsure:
Pozdrawiam, Stephan
Gast
Cześć Stephan,
Nie mam nic przeciwko Durstowi Laborator 1200. W 1996 roku przemawiały jednak przeciwko niemu dostępność, cena i pewne szczegóły obsługi! To ostatnie ma jednak związek wyłącznie z moim osobistym sposobem pracy. Nie chcę tu też prowadzić dyskusji na temat „który powiększalnik jest najlepszy?”, ponieważ „najlepszego” po prostu nie ma! Wszystko zależy od osobistego zaangażowania, sposobu pracy i preferencji.
Jeśli chodzi o „możliwości ulepszeń”, mogę tylko powiedzieć, że prawie każdy powiększalnik emituje światło rozproszone, równomierne oświetlenie często słabnie na krawędziach, a w przypadku prawie wszystkich powiększalników (tych, które osobiście znam: DeVere, Dunco, Kaiser, Jobo; z raportów testowych również Durst, Beseler i Ahel) nie ma stuprocentowej równoległości między platformą negatywową a platformą obiektywową. Jeśli jednak fabrycznie nie ma możliwości korekcji, często można samodzielnie naprawić tę wadę przy odrobinie zręczności i pomysłowości. Jeśli dodatkowo ramka powiększalnika jest regulowana (np. ramka Salthill), można całkowicie zniwelować tę wadę, tak że praktycznie nie jest ona widoczna. Nawiasem mówiąc, firma Salthill oferowała zestaw regulacyjny (nie wiem, czy jest on nadal dostępny), za pomocą którego można dokładnie sprawdzić równoległość trzech płaszczyzn (podstawy negatywowej, podstawy obiektywu i ramki powiększającej). Sam używam go do dziś do regulacji tych trzech płaszczyzn.
Podobnie w przypadku wielu powiększalników poprawy wymaga precyzyjny mechanizm regulacyjny, jego dokładność oraz mocowanie przedłużenia mechanizmu (zazwyczaj jest to giętki wałek). Równie ważnym tematem jest obszar stolików negatywowych lub wymiana uszkodzonych lamp, co w przypadku niektórych powiększalników przeradza się w prawdziwą orgię przebudowy i demontażu itp.
Ale nie mówię tu przecież nic nowego. Do zobaczenia, a kto może upolować używany Durst Laborator 1200 w dobrej cenie, niech to zrobi – bo wcale nie jest gorszy od innych urządzeń.
Pozdrawiam
Lo van de Renne
Gast
Cześć Lo,
dziękuję za Twoje uwagi. Całkowicie się z Tobą zgadzam, że nie ma czegoś takiego jak idealny powiększalnik i zawsze jest to kwestia osobistych preferencji.
Dla mnie fascynujące w powiększalnikach Kienzle jest to, że urządzenia te są produkowane już w kolejnej generacji. I to w klasycznej konstrukcji metalowej, w małych seriach. Oznacza to, że tworzywa sztuczne są używane raczej oszczędnie, a większość części składa się z solidnego, kanciastego metalu, który został wytłoczony, wyfrezowany lub wytoczony.
Ponadto pan Kienzle wydaje się być jednocześnie konstruktorem, szefem marketingu i kierownikiem produkcji. Myślę, że gdyby mu zaproponować ulepszenia, przygotowałby przynajmniej ofertę na wykonanie na specjalne zamówienie lub wdrożyłby nowe pomysły do swoich produktów (o ile uznałby to za opłacalne). Taka indywidualność jest obecnie raczej rzadkością.
Nawiasem mówiąc, firma Kienzle sprzedaje również modele demonstracyjne bezpośrednio z fabryki. Dlatego zawsze warto zadzwonić. (Zazwyczaj odbiera sam szef firmy – sympatyczny Szwab.)
Nie chcę jednak tutaj uprawiać ukrytej reklamy. Ostatecznie wyżej wymienione czynniki mają niewielki wpływ na funkcjonalność i stosunek kosztów do korzyści.
Pozdrawiam
Dierk