Niall.
W przypadku filmów 35 mm nie zawsze ma to sens, ale w przypadku filmów płaskich wstępne namaczanie ma dwa skutki:
1) Warstwa antyhalo zostanie usunięta (nic nadzwyczajnego, ponieważ wywoływacz również mógłby to zrobić)
2) Warstwa supercoating zostanie zmyta
To właśnie ten drugi efekt jest nam potrzebny. Powłoka ochronna to cienka warstwa mocno rozcieńczonej żelatyny, którą nakłada się na film po nałożeniu emulsji w celu jego ochrony. Nie zawsze można ją nałożyć w 100% równomiernie, bo jest bardzo płynna. Chcemy całkowicie usunąć tę warstwę w procesie wywoływania, żeby wywoływacz miał wszędzie taki sam dostęp do powierzchni filmu. Jeśli nie zostanie ona całkowicie usunięta po wywołaniu, niektóre arkusze filmowe o większym formacie mogą mieć lekkie smugi.
W procesie powiększania byłoby to nadal prawie niewidoczne, ale w przypadku drukowania kontaktowego (a tak właśnie postępuje większość użytkowników tych dużych filmów płaskich) może to być widoczne na zdjęciu.
Jeśli chodzi o format 35 mm, nie widzę powodu, dla którego należałoby stosować namaczanie wstępne, chyba że w środku przeciwhalowym znajduje się jakiś specjalny składnik, który mógłby kolidować z działaniem wywoływacza lub coś w tym rodzaju.
Czasami pojawia się teoria, że wstępnie namoczona klisza wywołuje się bardziej równomiernie niż klisza nienamoczona ze względu na wolniejsze wnikanie wywoływacza do emulsji (musi on przedrzeć się do środka, „wypychając” wodę, która już tam jest), ale nigdy tego nie doświadczyłem.
Pozdrawiam,
Mirko
PS: wszystkie nasze fajne produkty można teraz kupić u naszego nowego partnera
Retrophotographic, jeśli nie masz nic przeciwko zakupom w brytyjskiej firmie :-)