Ratorium
Mam pytanie. Trzy dni temu przeczytałem artykuł na temat
sprzedaży własnych zdjęć z domu i od razu zacząłem się zastanawiać, czy to w ogóle możliwe i czy opłaca się to robić?
€
Czy ktoś ma z tym doświadczenie? I czy to się opłaca? Bo przecież teoretycznie każdy mógłby sprzedać swoje 100 czy 200 zdjęć, gdyby to było takie proste, prawda?
Bonderer
Odkąd zajmuję się fotografią (od 40 lat), regularnie pojawiały się takie publikacje na temat zarabiania na zdjęciach – czy to w formie książek kieszonkowych, czy reklam – ale zawsze najpierw trzeba było coś wydać.
Jedynymi, którzy naprawdę na tym zarabiali, były wydawnictwa i autorzy. W końcu gdyby przed obiektywem pozowały małe zielone ludziki, byłoby to możliwe.
Ciesz się swoim hobby, a jeśli naprawdę kiedyś sprzedasz zdjęcie, będę się z tego cieszył. Nie polecałbym jednak celowego podążania w tym kierunku. Osobiście znam fotografa i wiem, że sprzedaż zdjęć, które trafiają do druku lub do kolekcji, to bardzo ciężka praca.
AchimBauer
Cześć Ratorium,
€
W sumie można sprzedawać swoje zdjęcia, pod warunkiem, że znajdzie się ktoś, kto je kupi. W przypadku fotografii analogowej (nadal nie znoszę tego słowa) raczej będą to dobre odbitki do powieszenia na ścianie.
W przypadku fotografii cyfrowej istnieje sporo agencji sprzedających zdjęcia stockowe oraz osób, które rzuciły swoją pracę, ponieważ na zdjęciach zarabiały więcej. Nie wiem, czy teraz byliby zadowoleni, gdyby mogli wrócić do swojej starej pracy.
Kluczową kwestią są prawa do własnego wizerunku, jeśli ktoś jest na zdjęciu itp.
Wtedy musisz to opodatkować, być może ubezpieczenie społeczne też będzie chciało coś dostać, ale o to musiałbyś zapytać specjalistów.
Jeśli ktoś chce odbitkę na ścianę, to raczej nie ma problemu, jeśli da ci kilka euro.
Ale jeśli chcesz to robić tylko dla pieniędzy, lepiej idź do supermarketu pchać wózki, bo inaczej będziesz musiał poszukać sobie nowego hobby, bo to stare stało się teraz pracą i stresem.
I czy nadal będziesz czerpał radość z fotografowania, czy jak to się kiedyś mówiło, z fotografii sportowej, to już kwestia dyskusyjna.
€
Pozdrawiam, Achim
piu58
Agencje nie kupują tych zdjęć, tylko przyjmują je – powiedzmy – w komis. Dzięki temu osoba, która potrzebuje zdjęcia, ma ogromny wybór i może coś nabyć za naprawdę niewielką kwotę. Jeśli ma się w ofercie setki zdjęć, to może raz w roku uda się sprzedać jedno za 50 euro.
Naprawdę sprzedają się odbitki z wystaw. Nie jest to sposób na wzbogacenie się, ale być może uda się odzyskać koszty materiałów, które zainwestowano w wystawę.
Ratorium
Dzięki za informacje. A więc nie da się na tym zbyt wiele zarobić, raczej tylko dorobić sobie na kieszonkowe. Tak właśnie myślałem. Cóż, lepsze to niż pozwalanie, by zdjęcia „zgniły” na dysku twardym. Aha, to się nazywa fotografia stockowa? Tak, zgadza się, jak wpiszę to w Google, to dostaję teraz całkiem sporo informacji na ten temat. Wygląda na to, że naprawdę nazywa się to fotografią stockową :)
Ratorium
Ostatnio przyjrzałem się temu bliżej. Chodzi o zdjęcia na Fotolii. Jest tam mnóstwo zdjęć amatorskich, na które jest popyt. Na przykład agencje informacyjne piszą o parkingach i potrzebują prostego zdjęcia parkingu.
€
Wygląda więc na to, że jako amator też można tam sporo zdziałać, choć oczywiście znacznie mniej niż profesjonalista.
Urnes
Nie ma żadnego znaczenia, czy jesteś amatorem, czy profesjonalistą. Decydująca jest jakość dostarczanych zdjęć i oczywiście ich ilość. Podczas gdy amatorzy sprzedają raczej więcej zdjęć, które powstały przy okazji (a więc jest ich zazwyczaj mniej), profesjonaliści tworzą to, na co aktualnie jest popyt, i to w dużych ilościach. Wymagania jakościowe są odpowiednio wysokie, a jako amator trzeba mieć sporą dozę odporności na frustrację. Kiedy sprzedajesz zdjęcia, może się zdarzyć, że przyniosą one zaledwie 20 centów. W przeciwnym razie ceny zazwyczaj mieszczą się w przedziale do 2 euro. Trudności wiążą się również z prawami autorskimi. Musisz więc uważać, aby na zdjęciu nie znalazła się przypadkowo butelka coli, znak towarowy lub osoba. Ponadto odrzucane są również zdjęcia, co do których uważa się, że się nie sprzedadzą lub których jest już zbyt wiele w portfolio. Korzystna jest agencja oferująca zdjęcia redakcyjne. W ich przypadku prawa autorskie są nieco złagodzone dzięki innej licencji, działa to tak jak w prasie. Dzięki temu można mieć nieco więcej zdjęć w swoim portfolio, nawet jeśli niekoniecznie sprzedaje się ich więcej. W każdym razie warto rozważyć współpracę z kilkoma agencjami, ponieważ wystarczy tylko raz opisać zdjęcia słowami kluczowymi, a następnie można je przesłać np. do 3 agencji. Ogólnie rzecz biorąc, nie należy nigdy przeliczać na to swojej stawki godzinowej. Przygotowanie zdjęć i opisanie ich słowami kluczowymi (najlepiej w języku angielskim) wymaga czasu.
Pozdrawiam, Sven.
Morte
I tak radośnie trwa ten nieistotny zalew zdjęć.
Czy naprawdę właśnie tym chcecie się zajmować jako fotografowie?
Parafrazując Waltera Ulbrichta: Nie trzeba przecież brać udziału w każdym bzdurnym przedsięwzięciu.
Urnes
Cześć Morte,
czas pokaże, które zdjęcia są nieistotne, a które nie. Istnieje mnóstwo kultowych zdjęć z epoki analogowej, które w gruncie rzeczy są zupełnie nieistotne. Nie można mieć wszystkiego. Z jednej strony mamy medium, które jest naprawdę dostępne dla każdego, a więc obecnie demokratyczne, a z drugiej strony tylko zdjęcia o wartości intelektualnej.
To, co naprawdę daje ci praca z agencjami, to samokrytyka. Bardzo szybko uczysz się odróżniać dobre zdjęcia od złych. I rozpoznawać, czy zdjęcie ma potencjał, czy nie. Redaktor zdjęć jest bowiem opłacany za to, że zajmuje się twoimi zdjęciami. Poza tym nie zna cię osobiście. W tym sensie całość jest po prostu ćwiczeniem.
Niestety minęły już czasy, kiedy agencje microstockowe były platformami wymiany dla projektantów.
Pozdrawiam, Sven.
Morte
Demokracja to forma rządów. Fotografia – nie.
Wiele bardzo dobrych i ważnych zdjęć zostałoby odrzuconych nawet dzisiaj przez redaktorów, którzy traktują swoją rolę niezwykle poważnie.
Jedno to sztuka, drugie to towar konsumpcyjny. Aby to rozróżnić, nie trzeba „czekać na przyszłość”.
Urnes
Zgadza się. Jednak sztuka to też tylko towar.
Pozdrawiam, Sven.
sputnik
Mam pytanie. Właśnie przeczytałem ten wątek z ukrytą reklamą serwisu Fotolia i zacząłem się zastanawiać, czy coś takiego w ogóle jest dozwolone i czy to się opłaca?
€
Czy ktoś ma z tym doświadczenie? I czy to się opłaca? Bo teoretycznie każdy mógłby otworzyć 100 czy 200 wątków na różnych forach, gdyby to było takie proste, prawda?
€
:D
Ratorium
Dzięki za odpowiedzi. Wygląda więc na to, że to raczej bzdura, albo że można na tym zarobić co najwyżej kieszonkowe.?
?
@sputnik
hahahahahahah :)?Ale Fotolia to raczej bzdura, prawda? Gdybym miał sprzedawać takie zdjęcia, to raczej nie na Fotolii, bo jest tam tak wielu zarejestrowanych użytkowników, że ceny są mocno zaniżone.?