Bonderer
Często zamawiam filmy w sklepie Foto Feldhege w Hagen – istnieje już od około 70 lat i jeśli chodzi o filmy, to może sprowadzić wszystkie marki.
Papier i chemikalia kupuję w Spürsinn, Impex i Lumiere Shop. Mam wiele różnych źródeł zaopatrzenia w materiały eksploatacyjne, dwukrotnie zamawiałem też od różnych dostawców z północnych Niemiec, ale nie byłem z nich zadowolony.
Nigdy nie kupiłbym czegoś takiego za granicą, bo oni nie płacą tu podatków, nie zatrudniają pracowników, którzy opłacają składki na system socjalny itp. Nie wiem jednak, co bym zrobił, gdyby pewne rzeczy były dostępne tylko np. w Wielkiej Brytanii.
A jeśli chodzi o ceny, to oczywiście denerwuję się, gdy przy każdym zamówieniu papier staje się droższy, ale co mam zrobić? Kupić cyfrowy aparat i drukować zdjęcia? Takie diabelskie urządzenie nie trafi do mojego domu, skoro nie mam nawet własnego skanera.
Kupuje się papierosy za 5–6 euro i wypala je bez mrugnięcia okiem. W weekend tankuje się samochód ukochanego dziecka i jeździ się po okolicy, bo dziecko, przepraszam, samochód, musi się przecież porządnie poruszać.
Wydaje się ogromne kwoty na te dziwne telefony DINGDING, które potrafią wszystko i mają klapkę, z której wychodzi ręka. Ta ręka ma drapać tyłek, gdy swędzi. Jednak już 4 tygodnie po zakupie stają się one elektroszczęciem, bo przecież znów pojawiło się coś nowego, drapiącego w takcie 3/4. Stosunek kosztów produkcji do ceny sprzedaży to po prostu drukarnia banknotów dla akcjonariuszy, to po prostu chciwość.
Więc normalne jest marnowanie dużych pieniędzy.
Ale jak tylko film, chemia czy papier stają się droższe, na forach rozlega się krzyk, grozi to upadkiem Zachodu.
W sieci sprzedawcy-amatorzy oferują filmy w cenach, które przyprawiają każdego handlowca o dreszcze.
Chęć osiągnięcia wysokiego zysku poprzez cenę to chyba zła droga. Spójrzmy na ceny TriX – tam jeden próbuje podcinać drugiego, co cieszy tylko sknerów, ale jeśli chcemy, żeby resztki handlu fotograficznego i wysyłkowych sklepów fotograficznych wkrótce stały się AGFA, to tylko tak dalej.
„Wszyscy chcemy godziwego wynagrodzenia za pracę, którą wykonujemy, niezależnie od tego, czym się zawodowo zajmujemy. To samo musimy przyznać tym, którzy są zaangażowani w rozwój, produkcję lub sprzedaż produktów fotografii analogowej – nie więcej i nie mniej niż to, co powinno obowiązywać nas samych. Kto tego nie chce, powinien nadal kupować produkty z Chin, które są wytwarzane w warunkach przypominających obozy pracy, co jest wyzyskiem w jego najbardziej lukratywnej formie.
A miłemu współczłonkowi, który napisał, że robi mu się naprawdę niedobrze, gdy widzi ceny papieru, niech odda mi wszystko, co ma, zanim zwymiotuje i zrezygnuje.
bernhardmangelsgmxde
Myślę o tym w kategoriach mniej narodowych. Coraz bardziej żyjemy w Europie, więc to, czy ktoś płaci podatki i zatrudnia pracowników w Niemczech, nie różni się dla mnie zbytnio od sytuacji, gdy ktoś płaci podatki i zatrudnia pracowników we Włoszech, Czechach czy Anglii. Niemcy eksportują przecież wystarczająco dużo, więc w przypadku papieru fotograficznego mogę bez wyrzutów sumienia zlecić obsługę handlową za granicą, zmniejszając w ten sposób nadwyżkę eksportową.
Nie potrafię tak naprawdę ocenić, jak to wszystko przebiega i jak kształtują się ceny. Również dlatego, że producenci i handlowcy nie ujawniają swoich kart. Z zrozumiałych powodów. Dlatego też nie potrafię ocenić, czy ceny, które są tu żądane, są odpowiednie, czy też po prostu są jakoś zbyt wysokie. Dlatego nie zastanawiam się nad tym zbytnio i podchodzę do sprawy całkowicie egoistycznie.
Handel pełni dla mnie rolę swego rodzaju usługi. W przypadku żywności usługa ta polega na tym, że owoce, warzywa, mięso, makaron itp. są sprowadzane od producentów i są dostępne tuż za rogiem, kiedy ich potrzebuję. W zamian za to sprzedawca może oczywiście naliczyć marżę. Sprzedawca kupuje wszystko na znacznie większą skalę niż ja. Gdybym miał jechać samochodem po 5 kg ziemniaków, mleka, makaronu i mandarynek, musiałbym przejechać dość długą trasę i zużyłbym ogromne ilości paliwa... wszystko to byłoby dla mnie strasznie drogie, a do tego zajęłoby mi to sporo czasu. Handel wypełnia całe ciężarówki i może zaoferować wszystko za ułamek kosztów. Dzięki temu znacznie szybciej i taniej dostaję swoje produkty, a handel na tym zarabia. Obie strony wygrywają, a system działa dobrze.
Jeśli teraz handel musi naliczać na niektóre produkty taką marżę, że dla mnie znacznie tańsze byłoby pojechać bezpośrednio do producenta/hurtowni i tam bezpośrednio kupić moje rzeczy, to handel jest w zasadzie zbędny, a ja sam mogę lepiej świadczyć tę usługę. Nie angażuję przecież usługodawcy, aby rano zaparzył mi kawę, jeśli usługodawca nie potrafi tego zrobić lepiej, wygodniej lub szybciej niż ja sam.... więc jeśli w drodze do metra musiałbym zrobić duży objazd po kawę na wynos lub regularnie czekać na mrozie dłużej, niż zajęłoby mi to w domu, żeby w cieple zaparzyć kawę i posprzątać, a ta kawa na wynos nie smakowałaby lepiej, a do tego byłaby jeszcze droższa, to po co miałbym sobie to robić? Kawa na wynos musi być po drodze, musi być szybka i nie może być zbyt droga, w przeciwnym razie jest zbędna.
Jeśli chodzi o papier fotograficzny: oczywiście zamawianie w Niemczech ma swoje zalety, wysyłka jest tańsza, a sprzedawca mówi tym samym językiem. Zamawiałem już kilka razy i wiem, że wszystko jest w porządku, albo łatwiej mogę się wcześniej dowiedzieć, czy dany sprzedawca nie jest czarną owcą. Dlatego nie zacząłbym teraz zamawiać za granicą za cenę dwóch, trzech paczek papierosów lub kilku piw w knajpie. Wtedy wysyłka z zagranicy jest jeszcze droższa... więc sprzedawca w Niemczech ma pewną swobodę, dzięki której może żądać więcej w porównaniu z zagranicą, a ja nadal widzę korzyści dla siebie, zamawiając w Niemczech.
Muszę jednak przyznać, że w przypadku niektórych produktów nie widzę już żadnej korzyści. Jeśli przy stosunkowo niewielkim zamówieniu, pomimo 19 euro za wysyłkę z zagranicy, muszę dopłacić znacznie więcej niż za dwie, trzy paczki papierosów... to niemiecki handel najwyraźniej nie jest w stanie przedstawić usługi udostępnienia mi produktu w taki sposób, aby miało to dla mnie korzyści, i oczywiście rozważam samodzielne zamawianie za granicą.
Morte
Cześć Analoger,
z wieloma z tych rzeczy, o których napisałeś, w pełni się zgadzam.
Podobnie postrzegam podobne sprawy w codziennym życiu. Przykład: w tej chwili nie mam dzieci, żony ani starszych rodziców, których musiałbym utrzymywać. Co zaskakujące, mój czynsz wciąż jest niski. Dla mojego portfela nie ma więc znaczenia, czy kupię tanią mozzarellę w Netto, która jest wprawdzie biała i papkowata, jak można się spodziewać, ale nie ma też żadnego smaku – czy też pójdę do innego (super)marketu i kupię tam prawdziwą mozzarellę z mleka bawolego. Różnica cenowa wynosi około jednego euro, a różnica w smaku – to dwie różne planety. To jedno euro naprawdę nie ma znaczenia.
Podobnie nie ma większego znaczenia, czy film kosztuje 3 euro, czy 5 euro – jeśli kupuję tylko jedną lub dwie rolki.
W przypadku papieru wygląda to jednak inaczej. Nie mówię o najmniejszych formatach, których i tak prawie nigdy nie używam. 10x15 to coś do albumu ze zdjęciami – a ja nie robię zdjęć do tego.
Jeśli jednak pudełko papieru barytowego w formacie 30x40 kosztuje 150 euro, to boli. Nie chodzi mi o to, że nie jest tego warte. Ani o to, że nie popieram utrzymania miejsc pracy dla producentów i ich pracowników oraz godziwego wynagrodzenia. Uważam to nawet za bardzo ważne.
Ale po prostu nie mam tych 150 euro. A mniejsze opakowania są dostępne tylko dla bardzo niewielu rodzajów papieru. Na jeszcze większe formaty w ogóle nie mogę sobie pozwolić. Co to oznacza dla wystaw itp., każdy może sobie sam przeliczyć. Zrobiłem kiedyś wystawę, na której były same odbitki w formacie 24x30 (DIN A4). Nie miałem z tym żadnego problemu, bo niedawno byłem na dużej wystawie Emila Otto-Hoppa, na której pokazywano same odbitki stykowe (dużego formatu) i bardzo mi się to podobało.
Mimo to dotarło do mnie wiele komentarzy, które z pewnością były zupełnie niewinne: dlaczego wszystkie zdjęcia są takie małe?
To mnie irytowało. Kiedy powiedziałem, że nie stać mnie na większy papier fotograficzny, spotkałem się tylko ze zdziwieniem. Ludzie myślą o odbitkach w kontekście cen z drogerii, wynoszących 15 centów. A z wystaw znają już tylko ogromne formaty. Te robią wrażenie niemal automatycznie, to oczywiste. Znany fotograf, nie pamiętam już który, powiedział: Wielu fotografów chowa nudne zdjęcia za dużymi formatami. Jakość zdjęcia ujawnia się dopiero wtedy, gdy sprawdza się ono również jako pocztówka.
Chcę przez to powiedzieć: ciągła konieczność oszczędzania i skąpstwo w niewłaściwym miejscu są tak samo niekomercyjne, jak marnowanie pieniędzy.
Mimo to ja również wzdycham, gdy znów robi się drożej. Bo to po prostu jeszcze bardziej ogranicza moje możliwości artystyczne.
grommi
Dziękuję namir i Morte za wyważone wypowiedzi, sformułowane w kulturalnym tonie, z których treścią się zgadzam.
Bonderer
Ponieważ za około 8 lat przejdę na stały urlop, zwany emeryturą, zdecydowanie wolę firmy krajowe. One wpłacają składki do funduszu, z którego wkrótce będę czerpał dochody, i nawet jeśli uważam Europę za dobrą, to ani włoski, ani brytyjski przedsiębiorca czy pracownik nie płaci na moją emeryturę, robią to tylko niemieccy przedsiębiorcy/pracownicy. Jednak gdy jest się młodszym i coś takiego wydaje się jeszcze bardzo odległe, z pewnością myśli się o tym inaczej.
Jeśli chodzi o formaty, to ja używam tylko 13x18 na prezenty i okazjonalne pokazywanie, 20x25 i 24x30, a rzadziej 30x40. Wystawy to nie moja bajka, ale znajomy z muzeum w Hagen otrzymał spore wsparcie od różnych sponsorów, więc nic go to nie kosztowało, a wystawy np. w kasach oszczędnościowych mają być dość neutralne kosztowo.
Oczywiście 150 € za 50 arkuszy to nie mało, ale za 50 lat nadal będą tam i miło będzie na nie patrzeć. Pytanie zawsze brzmi: ile warta jest dla mnie moja pasja? A kiedy dzieci były jeszcze małe, a dochody niższe, ja też nie kupowałem niektórych rzeczy, które kupuję teraz, ale przez to muszą przejść wszyscy ojcowie rodzin.
Nawiasem mówiąc, widziałem też wystawy, na których były tylko odbitki kontaktowe w formatach 6x6 i 6x9 z początku XX wieku, a zwiedzający byli bardzo zachwyceni. Nie zawsze chodzi tylko o rozmiar, ale wielki szacunek dla tych, którzy sami organizują wystawę. Ja bym tego nie chciał robić.
Narażanie własnych osiągnięć na publiczną krytykę wymaga sporej odwagi.
Bądźmy szczerzy, zawsze znajdzie się coś, co można wykorzystać do krytykowania takiego wydarzenia, nawet jeśli chodzi tylko o rozmiar.
A jeśli praca Morte była przez niektórych oceniana wyłącznie na podstawie rozmiaru zdjęć, a nie jakości fotografii, to pokazuje to po raz kolejny, jak mało ludzie cenią sobie pracę innych. Tutaj również wyczuwam mentalność „skąpstwo jest fajne” oraz narzekających, którzy, gdy nie ma nic innego do znalezienia, podniecają się rozmiarem fotografii. Z całym szacunkiem, ale to więcej niż żałosne.
bernhardmangelsgmxde
Pytanie tylko, jaka część tej dopłaty, którą trzeba tu uiścić za niektóre rodzaje papieru fotograficznego, trafia do funduszu emerytalnego. Znacznie skuteczniejsze byłoby chyba kupowanie za granicą i przekazywanie zaoszczędzonych pieniędzy do funduszu emerytalnego.
Nie martwię się zbytnio o emeryturę podczas zakupów nie tylko dlatego, że jest to jeszcze dość odległa perspektywa, ale także dlatego, że moje pokolenie nie ma zbyt wielkich nadziei w tym zakresie... i lepiej, jeśli to możliwe, stara się samodzielnie odłożyć coś na bok. 50 arkuszy Ilford 24*30 cm? 62 euro przy zakupie tutaj u gospodarza, 37 euro w Wielkiej Brytanii. Płacę około 20 euro więcej za pudełko, jeśli zamawiam jeszcze kilka innych rzeczy. Ile euro zostanie wypłacone z tego jednego pudełka jako wynagrodzenie pracowników podlegających ubezpieczeniu społecznemu? Musiałoby ich być 100, aby te 20 euro, które muszę dopłacić, w całości trafiło do ubezpieczenia emerytalnego. Ponieważ sklep otrzymuje jednak z tych 67 euro tylko około 55 euro, sam papier fotograficzny też coś kosztuje, trzeba opłacić czynsz za lokal, wysyłkę trzeba sfinansować z innych źródeł... nie zapominając o opłacie abonamentowej, gdzieś trzeba generować zysk... uważam za wykluczone, aby przy zakupie papieru fotograficznego za 67 euro na koszty wynagrodzeń przeznaczono więcej niż 10 euro (prawdopodobnie jest to znacznie mniej). Dałoby to (naprawdę maksymalnie) 2 euro na fundusz emerytalny. Powiem tak: z solidarności z funduszem emerytalnym nie muszę tego robić. Zaoszczędzenie 20 euro, z czego 10 dobrowolnie wpłacę do funduszu emerytalnego, znacznie bardziej pomoże funduszowi emerytalnemu, nabywam uprawnienia emerytalne i mam jeszcze 10 euro na spłatę mojego domku. Za te 20 euro mógłbym też zapłacić rzemieślnikowi za 20 minut pracy, z czego 5 euro poszłoby na pensję, a z tego 1 euro trafiłoby do kasy emerytalnej.
TiMo
Moje pieniądze trafiają tam, gdzie wiem, że zostaną przeznaczone na ciekawe projekty fotograficzne.
Moje pieniądze nie trafiają do producentów, którzy dążą do uzyskania pozycji monopolistycznej, lecz do ich konkurencji.
bernhardmangelsgmxde
Oczywiście w przypadku produktu nie liczy się tylko cena. Jeśli producent wykazuje zaangażowanie, to z pewnością jest to dodatkowy atut.
Ilford ma jednak również ciekawe projekty fotograficzne. Po prostu dysponują już pełnym asortymentem, dlatego na rynek trafia mniej nowych produktów. Również Ilford pozostaje wierny fotografii analogowej.
Jako konsumenci nie jesteśmy zainteresowani monopolistą. Dlatego dobrze, że oprócz Ilforda na rynku papieru fotograficznego są jeszcze Foma i ADOX. Jednym z największych problemów monopolisty dla konsumentów jest to, że może on dowolnie ustalać ceny. Wydaje się jednak, że oligopol, przynajmniej w przypadku papieru fotograficznego tutaj, w Niemczech, radzi sobie z tym całkiem dobrze...
€
Oczywiście zaakceptowałbym to, gdyby np. APX 100/400 powróciły... ale gdyby kosztowały one o 40% więcej niż obecnie FP4 i HP5, a te ostatnie podrożałyby w niemieckim handlu o 80% (nie należy tu też całkowicie zapominać o Kodaku i Fomie), to moja radość z pojawienia się nowych produktów na rynku byłaby nieco przyćmiona.
€
Z zadowoleniem przyjąłem do wiadomości, że przy niewielkim zamówieniu papieru fotograficznego, np. MCP w Niemczech, nie muszę płacić więcej (lub nie znacznie więcej) niż w przypadku zamówienia Ilforda w Anglii. A filmy są tu przecież tańsze. Mały konsument standardowych materiałów otrzymuje równoważną alternatywę na podobnych warunkach, co już jest czymś. Wolałbym jednak, żeby przy podejmowaniu decyzji o zakupie nie byłem tak bardzo zmuszany przez ceny do wyboru jednego produktu zamiast drugiego...
W każdym razie szanuję osiągnięcie, jakim jest uruchomienie produkcji w krótkim czasie i oferowanie dobrych produktów w konkurencyjnych cenach, i to na kurczącym się rynku. Jeśli chodzi o import papieru fotograficznego Ilford, nie chcę nikomu narzucać, na jakich warunkach ma to wyglądać. Po prostu rozejrzę się za alternatywnymi źródłami.
Wolf_XL
...no cóż, świat nie jest aż tak prosty... Po prostu naiwnością jest wierzyć, że tylko zakupy w kraju są dobrym wyborem... Jeśli mój brytyjski sprzedawca osiąga dobre wyniki, kupi na przykład od Mercedesa nowego Sprintera, żeby wozić towar na pocztę. Właśnie my, jako mistrzowie świata w eksporcie, powinniśmy pozwolić naszym sąsiadom zarobić kilka euro, aby mogli sobie pozwolić na towary „Made in Germany” ze swoich zysków...
MirkoBoeddecker
Wydaje się jednak, że oligopol całkiem dobrze sobie z tym radzi, przynajmniej jeśli chodzi o papier tutaj, w Niemczech...
€
€
Wychodzicie z całkowicie błędnych założeń i uważam również, że w obecnej dyskusji na temat stacji benzynowych przyjęto błędne założenia. W końcu Urząd Antymonopolowy ustąpił.
Ceny są tam takie same, ponieważ reprezentują absolutne minimum, jakie można sobie wyobrazić. W zasadzie to już za mało, a najemcy mogą przetrwać tylko dzięki sprzedaży artykułów kioskowych. Na sprzedaży benzyny wszyscy tracą pieniądze, ale są zmuszeni brać udział w tym szaleństwie, bo inaczej w ogóle nie sprzedawaliby benzyny.
Podobnie wygląda sytuacja od ponad 10 lat na rynku fotograficznym i to jest powód, dla którego zniszczyło to 80% producentów i handlu.
Nie wierzycie chyba na serio, że dziś można wyprodukować taki asortyment po kosztach z 1996 roku?
Produkcja kosztuje dziś wielokrotnie więcej, ale ceny, po uwzględnieniu inflacji, prawie nie wzrosły.
Od lat trwa tu wielka impreza na korzyść konsumentów, podczas której marże producentów i handlowców zostały zniszczone.
Wszyscy producenci przynajmniej raz przeszli przez faktyczną upadłość lub specjalną amortyzację podobną do upadłości.
Obecnie produkują w mało stabilnych warunkach, które nie pozwalają już na inwestycje zastępcze ani rozwój produktów.
Marże handlowe są dalekie od tego, co było normą w czasach świetności fotografii analogowej.
W latach 2006–2010 większość sprzedawców poniosła straty (my również).
Wszyscy znani mi uczestnicy rynku są „na sprzedaż”. Kto ma ochotę działać na tym rynku: zapraszam!
Dzisiaj wszyscy balansujemy „na krawędzi”. Filmy w Niemczech nie są oferowane „tanio”, ale w „niepewnych okolicznościach” z faktyczną stratą.
Papier nie jest „oligopolowo zawyżony”, ale odzwierciedla minimum tego, co jest konieczne, aby umożliwić daną dystrybucję.
O wiele bardziej pracochłonne jest odwzorowanie matrycy papierowej z rozmiarami, powierzchniami i stosunkiem ceny do objętości niż handel kilkoma filmami.
A przy tym wszyscy zaangażowani
zarabiają
znacznie mniej niż 15 lat temu, a mianowicie prawie nic.
Konkurencja działa znakomicie na rynku z nieskończoną nadwyżką podaży przy malejącym popycie i kosztach przygotowania do produkcji dla konsumenta powiązanych wykładniczo z wielkością produkcji.
Ale gdy tylko widzimy, że któryś z uczestników odważy się nieco podnieść cenę, oczywiście idziemy w jego ślady.
Od prawie 10 lat co miesiąc z niepokojem czekamy na wypłatę wynagrodzeń.
Nie dostosowujemy naszych cen, aby napełnić sobie kieszenie, ale aby przetrwać kolejny miesiąc.
€
To, że papier Ilford jest tańszy w Anglii, wynika z tego, że funt osłabł, a Ilford dostarcza produkty na rynek angielski
bezpośrednio
na preferencyjnych warunkach. My musimy korzystać z pośrednika i nie możemy kupować produktów Ilford bezpośrednio.
Przy tym należy wziąć pod uwagę, że Anglik nie zarabia więcej, gdy jego waluta traci na wartości. To oczywiście powoduje napięcia z innymi krajami, które nie są zaopatrywane na takich preferencyjnych warunkach. Tak długo, jak Ilford będzie chciał tych różnic, będą one istnieć.
My nic na tym nie zyskujemy – wręcz przeciwnie, prawie nie sprzedajemy już papieru Ilford. Nie mogę go oferować taniej, bo wtedy tracę na każdym opakowaniu (pozostała marża handlowa nie pokrywa kosztów). Wtedy lepiej jest zaprzestać działalności i oszczędzać na kosztach.
Jednak to, co możemy zrobić
, to
stać się atrakcyjni
dzięki wyeliminowaniu pośredników, którzy zazwyczaj występują w łańcuchu dystrybucji
, poprzez wprowadzenie marek własnych.
Tak właśnie postępujemy. Zamiast Multigrade IV mamy EasyPrint, a zamiast Warmtone FB – Variotone.
Oba rodzaje papieru nie muszą obawiać się bezpośredniego porównania cen z Anglią.
€
Pozdrawiam,
€
Mirko
MirkoBoeddecker
Ponieważ sklep z tych 67 euro otrzymuje jednak tylko około 55 euro, sam papier fotograficzny też coś kosztuje, trzeba opłacić czynsz za lokal, koszty wysyłki muszą być pokrywane z innych źródeł... nie zapominając o opłatach za dostęp do mediów (GEZ), gdzieś trzeba wygenerować zysk... uważam za wykluczone, aby przy zakupie papieru fotograficznego za 67 euro na koszty wynagrodzeń przeznaczono więcej niż 10 euro (prawdopodobnie jest to znacznie mniej).
?
W powyższym przykładzie nasza marża brutto (marża brutto od kwoty netto) wynosi około 29%. Około 65% z tego idzie na wynagrodzenia (czyli 55 x 0,29 x 0,65 = 10,37 EUR), reszta pokrywa czynsz, odsetki i „obronę organizacji przed organami administracyjnymi”*.
Przy 29% nie osiągamy jeszcze zysku operacyjnego. Nadal jesteśmy lekko na minusie. Nie da się tego jednak dokładnie przyporządkować – w tym celu należałoby obliczyć dla każdego artykułu liczbę minut, które ktoś poświęca na jego obsługę.
Nawiasem mówiąc, kupujemy drożej niż sprzedaje nasz angielski kolega. Jednak tylko odrobinę drożej, więc transport nie byłby opłacalny.
?
Pozdrawiam,
?
Mirko
?
[size=4]* Pozycja ta rośnie z roku na rok. Bycie małą lub średnią firmą w Niemczech nie jest już zabawne.[/size]
[size=4]Odczuwamy pełną siłę nadmiernej regulacji. Duże firmy wywalczają sobie wyjątki, a te najmniejsze są oszczędzane, bo w przeciwnym razie natychmiast by upadły.[/size]
[size=4]To tylko jeden z tysięcy przykładów: dziś płacimy więcej za
wymagane przez nadzór budowlany kwartalne przeglądy bezsensownego dzwonka
przeciwpożarowego niż 10 lat temu za
miesięczny czynsz![/size]
[size=4]Trzeba to sobie wyobrazić![/size]
[size=4]Naprawdę sensowne
czujniki dymu zainstalowaliśmy z własnej woli. Kosztowały 9,99 euro w sklepie Conrad i działają – bez konserwacji – bez zarzutu od 5 lat.[/size]
[size=4]Jeśli jesteście przeciwni kartelom, niegospodarności i strukturom monopolistycznym, to spójrzcie na sektor powiązany z państwem, a w szczególności na budownictwo![/size]
[size=4]To prawdziwe marnotrawstwo pieniędzy na bardzo dużą skalę, a do tego nakazane politycznie, bo na tym zarabia kuzyn decydenta.[/size]
[size=4]Wszyscy za to płacimy. Po pierwsze poprzez ceny, a po drugie poprzez to, że pieniądze są wyciągane z kieszeni przedsiębiorstw tworzących rzeczywistą wartość dodaną w taki sposób, że potem nie pozostaje nic na podwyżki płac.[/size]
[size=4]Wiecie, dlaczego lotnisko nie jest gotowe? Nie dlatego, że Wowereit jest takim tancerzem, ale dlatego, że w międzyczasie państwo jako inwestor nie jest już w stanie spełnić własnych, całkowicie wymykających się spod kontroli przepisów budowlanych![/size]
[size=4]Byli przekonani, że dostaną dla siebie
wyjątek (słowo kluczowe: tymczasowe odbioru) i tylko dlatego, że to nie wyszło, lotnisko stoi teraz puste.[/size]
[size=4]No więc... ufff... Zaczynam już uczyć się polskiego, a teraz: do dzieła! :D [/size]
Olivinyl
Cześć Mirko,
W pełni zgadzam się z Twoimi uwagami na temat: „Budownictwo a małe i średnie przedsiębiorstwa”!
Nawet małe placówki o charakterze społecznym, podlegające władzom regionalnym lub miejskim, nie funkcjonują prawidłowo, ponieważ przepisy i wymogi niepotrzebnie utrudniają pracę i generują koszty wyższe niż te, które placówka jest w stanie pokryć ze świadczonych usług (w moim przypadku: opieka, zakwaterowanie i praca z młodzieżą).
To wszystko jest bardzo smutne :-(
Pozdrawiam, Oliver
AchimBauer
Cześć Mirko,
?
Jeśli przeszkadza ci państwowa budowa u nas w Stuttgarcie, możesz co poniedziałkowy wieczór brać udział w demonstracji przeciwko niej.
Nie chodzi tu co prawda o lotnisko, ale o nowoczesną, rzekomo wydajną podziemną wieżę telewizyjną… to znaczy dworzec kolejowy. W finansowaniu tego projektu muszą uczestniczyć nawet małe wioski oddalone o 60 km, z których rano odjeżdża autobus do najbliższego dworca, a wieczorem wraca. Ma to też coś wspólnego z fotografią, bo jak robi się zdjęcia z placu budowy, to od czasu do czasu ochrona zamienia je w pliki JPG i BMP za pomocą lustrzanki cyfrowej i długiej torby.
Ale wracając do właściwego tematu, nawet jeśli ten projekt kosztuje mnie jako podatnika i klienta kolei sporo pieniędzy, które chętnie zainwestowałbym w fotografię analogową, to przy dzisiejszych złożonych rynkach nie miałbym pojęcia, gdzie mógłbym je politycznie poprawnie wykorzystać. Kiedyś było inaczej – miałem swój stały sklep, w którym kupowałem 95% tego, czego potrzebowałem; wszystko było dostępne, doradztwo było zorientowane na klienta, a 98% klientów to stali klienci. Zawsze było czas na osobistą rozmowę, nawet o sprawach prywatnych, a sklep nie został zamknięty dlatego, że nie przynosił już zysków, ale dlatego, że wypowiedziano umowę najmu, a wiek emerytalny już dawno minął. Wtedy też nie wiedziałem, która korporacja na czym zarabia, ale w tym sklepie pieniądze były inwestowane na moją korzyść.
?
Pozdrawiam, Achim
TiMo
No cóż, Mirko. Masz pecha! Przeciwko wielkim koncernom i instytucjom niemiecki Michel nie ma szans. Woli wyładować swoją frustrację na małych przedsiębiorcach i domaga się dokładnego wyliczenia co do grosza, żeby upewnić się, że nie żyjesz w luksusie kosztem innych. Tę niezwykle żenującą dyskusję można przeczytać na innym forum.
Godna uwagi jest twoja cierpliwość. Szkoda, że musisz tracić czas na takie rzeczy, zamiast wykorzystać go w bardziej produktywny sposób.
bernhardmangelsgmxde
Tak, ale są przecież też klienci, którzy w kwestiach takich jak ceny są zupełnie obojętni.
?
Nie wiem, czy to tylko moja paranoja, kiedy zastanawiam się, dlaczego papier fotograficzny nagle kosztuje prawie dwa razy więcej niż pięć lat temu, a identyczne produkty w Niemczech kosztują czasami o 2/3 więcej niż w Anglii (która przecież też należy do UE).?
?
Moim zdaniem nie trzeba było tego obliczać. (Uważam, że to z emeryturami było trochę naciągane...) Ciekawe, że najwyraźniej tak duża część trafia do wynagrodzeń pracowników. Nie bardzo rozumiem te kwestie z marżą i od kiedy zaczyna się osiągać zysk i tak dalej. W każdym razie dziękuję za wysiłek!
?
Wnioski są następujące:
1. Handel w Niemczech nie może być naprawdę tańszy w przypadku Ilford,
2. ponieważ Ilford tego nie chce.
3. Impex może lepiej zaopatrywać swoich klientów w papier fotograficzny produkowany we własnym zakresie lub sprzedawany jako produkt własny, wyprodukowany w Anglii.
MirkoBoeddecker
Wniosek jest taki:
1. W Niemczech nie da się kupić produktów Ilforda taniej,
2. bo Ilford tego nie chce.
3. Impex może lepiej zaopatrywać swoich klientów w papier fotograficzny produkowany we własnym zakresie lub sprzedawany jako własna marka, a wytwarzany w Anglii.
Racja!
Kiedy zastanawiam się, dlaczego papier fotograficzny nagle kosztuje prawie dwa razy więcej niż pięć lat temu
Gdzie tak jest? ADOX kosztuje o 30% więcej, czyli wspomniane nieco poniżej 6% rocznie, co stanowi około 3% powyżej rzeczywistej stopy inflacji i w porównaniu ze spadkami produkcji naprawdę bardzo niewielki wzrost. W każdym razie mniej niż u konkurencji.
Różnice między Anglią a tym regionem wynoszą średnio w przypadku papieru około 20–25%, z czego około 7% przypada na koszty transportu, a reszta to marża pośredników. Przy porównaniu należałoby uczciwie uwzględnić koszty transportu.
Na innym forum oczywiście celowo nie podano średniej, lecz wyjątkowy, nietypowy format, aby zwiększyć „dramatyzm”.
ThomasPauly
W tym tygodniu byłem w Londynie i odkryłem tam sklep, w którym chętnie sprzedają produkty marek ADOX i Rollei – a oprócz tego praktycznie wszystko inne, co można znaleźć na rynku filmów fotograficznych. Kto chciałby ponownie poczuć to wzruszające uczucie, stojąc przed wieloma metrami kwadratowymi dobrze zaopatrzonych półek sklepowych pełnych filmów rolkowych, małoobrazkowych i błon płaskich, powinien dodać ten sklep do listy atrakcji turystycznych: West End Cameras, 160a Tottenham Court Road, Londyn W1T 7ML.
Mają też sklep internetowy:
www.westendcameras.co.uk, ale oferta nie wydaje mi się naprawdę tańsza (kurs wymiany wynosi obecnie nieco ponad 1,20 € za funta) – nawet w przypadku produktów Ilford.
Podsumowanie:
1. Nie tylko my przyczyniamy się do rozwoju rynku pracy w Mobberley, ale także Brytyjczycy do rozwoju rynku pracy w Bad Saarow, Hamburgu i Mortsel.
2. Nie ma chyba powodu, by zazdrościć naszym brytyjskim kolegom nieuczciwych korzyści cenowych.
3. Na początku lat 90. kupowałem APX 100 w opakowaniach marek własnych za 2,10 (DM, uwaga). Muszę chyba pogodzić się z tym, że już tam nie trafię.
tepe
bernhardmangelsgmxde
€
<BLOCKQUOTE class="ipsBlockquote">
Wniosek jest taki:
1. Ceny produktów Ilforda w Niemczech nie mogą być już niższe,
2. bo Ilford tego nie chce.
3. Impex może lepiej zaopatrywać swoich klientów w papier fotograficzny produkowany we własnym zakresie lub sprzedawany jako produkt własny, wytwarzany w Anglii.
Racja!
Kiedy zastanawiam się, dlaczego papier fotograficzny nagle kosztuje prawie dwa razy więcej niż pięć lat temu
Gdzie tak jest? ADOX kosztuje o 30% więcej, czyli wspomniane nieco poniżej 6% rocznie, co stanowi około 3% powyżej rzeczywistej stopy inflacji i w porównaniu ze spadkami produkcji naprawdę bardzo niewielki wzrost. W każdym razie mniej niż u konkurencji.
Różnice między Anglią a nami wynoszą średnio w przypadku papieru około 20–25%, z czego około 7% przypada na koszty transportu, a reszta to marża pośredników. Przy porównaniu należałoby uczciwie uwzględnić koszty transportu.
Na innym forum oczywiście celowo nie podano średniej, lecz wyjątkowy, nietypowy format, aby zwiększyć „dramatyzm”.
€
</BLOCKQUOTE>
Ach tak, przepraszam, miałem na myśli Ilford, a nie ADOX. Mam katalog z 11/2008 (czyli sprzed dobrych 5 lat). Historyczne ceny papieru ADOX 24x30, 50 arkuszy (czy to egzotyczne?)
€
Easy Print? 24,95
MCP 34,51
Variotone 2x 26,76
€
MCC jeszcze wtedy nie było. Przynajmniej w przypadku papierów ADOX produkowanych w Anglii wygląda to dla mnie bardziej na podwojenie niż na wzrost o 30%. (oczywiście prawda leży gdzieś pośrodku)
MirkoBoeddecker
Wtedy jeszcze nie było MCC. Przynajmniej w przypadku papierów ADOX produkowanych w Anglii wygląda to dla mnie raczej na podwojenie niż na wzrost o 30% (oczywiście prawda leży gdzieś pośrodku).
Te 30% odnosiło się do MCP, którego cena była stabilna przez 5 lat. Na innym forum ktoś bardzo się tym wzburzył i zarzucał nam różne bzdury.
Variotone: Tak, to się mocniej podniosło. Tak chce Ilford. Ale nadal jest tańsze niż Ilford Warmton.
bernhardmangelsgmxde
€
Variotone [...] wciąż tańszy niż Ilford Warmton.
€
... w Niemczech.
W Anglii: 50 arkuszy MGW FB 24x30 cm: 69,90 GBP (~86,50 EUR) – ta sama ilość Variotone w Niemczech: 97,58 EUR. Jednak dla drobnego konsumenta w Niemczech nadal jest to tańsza alternatywa.