MiJa
Cześć wszystkim,
planujemy w przyszłym roku wycieczkę po Chinach, oczywiście z przewodnikiem i odpowiednią ochroną...
I teraz oczywiście martwię się o te wszystkie filmy do diapozytywów, które chcę zabrać ze sobą i sprowadzić z powrotem w idealnym stanie po naświetlaniu :-)
Jakie środki ostrożności należy podjąć w związku z podróżą samolotem? Czy są jakieś pojemniki odporne na promieniowanie? Czy trzeba zgłaszać filmy? A aparat itp. też?
Kto ma w tej kwestii jakieś doświadczenia i nie chce ich zatrzymać tylko dla siebie??
Będę wdzięczny za każdą wskazówkę!
Pozdrowienia z Kolonii
Michael
TiMo
Filmy należy włożyć do bagażu podręcznego, a aparat – w zależności od rozmiaru – również do bagażu podręcznego.
Nigdy nie miałem żadnych problemów (z wyjątkiem Korei Północnej, gdzie musiałem połknąć filmy, aby wywieźć je z kraju). Skanery na lotnisku nie powinny już stanowić zagrożenia dla filmów.
piu58
> Aparat i inne rzeczy też?
>
> Najlepiej, żeby w aparacie nie było filmu, zwłaszcza w przypadku aparatów średnioformatowych. Czasami sprawdzają, czy w korpusie nie ma materiałów wybuchowych.
wosis123
Ja też zawsze wożę aparaty (KB) w bagażu podręcznym; prawie za każdym razem są one sprawdzane pod kątem obecności materiałów wybuchowych, ale wystarczy przetrzeć je czymś w rodzaju papierowego paska, który następnie wkłada się do urządzenia analitycznego, które najwyraźniej wykrywa ślady materiałów wybuchowych – trwa to tylko 1–2 minuty.
Przynajmniej na niemieckich lotniskach już czekam, aż poproszą mnie o „specjalną kontrolę”.
Urnes
W przypadku podróży do Indii nie było problemu z przewożeniem filmów w paszporcie. Wszystko poszło gładko. Do bagażu podręcznego te trzy opakowania po 10 sztuk były dla mnie po prostu zbyt nieporęczne.
Pozdrawiam, Sven.
KaiKlindt
Mam wrażenie, że większe zagrożenie dla naszych filmów stanowią nie tyle kontrole na lotniskach, co ciągłe kontrole bezpieczeństwa w muzeach i innych atrakcjach turystycznych. W ostatnich latach znacznie się one nasiliły, a standardy w tym zakresie najwyraźniej nie są tak wysokie (i przyjazne dla filmów) jak na lotniskach. Moja znajoma niedawno doświadczyła tego po podróży do Indii. Trudno naświetlone czarno-białe filmy zwojowe, zwłaszcza te o wyższej czułości (ASA 400), uległy widocznemu uszkodzeniu. Bardzo irytujące.
Pozdrawiam, Kai
bernhardmangelsgmxde
Jak dotąd nie miałem żadnych problemów ze skanerami bagażu podręcznego na lotnisku ani ze skanerami, które np. w Chinach stoją przed każdą stacją kolejową, dworcem autobusowym czy stacją metra. Film w aparacie nigdy nie stanowił dla mnie problemu. Przechodziłem jednak już wielokrotnie kontrolę pod kątem materiałów wybuchowych... Wygląda na to, że aparat Praktica cieszy się większą popularnością wśród terrorystów niż wśród turystów.
W przypadku filmów w dużym bagażu zdarzało mi się już zauważyć ślady po prześwietleniu. 3 z 10 filmów miały ślady, szczególnie na początku, wyraźnie widoczne. Druga połowa filmu była w porządku.
Morte
Nigdy nie miałem żadnych problemów (z wyjątkiem Korei Północnej, gdzie musiałem połykać kasety, żeby wywieźć je z kraju).
TiMo, mówisz poważnie? Jak to się robi: duża łyżka budyniu waniliowego, potem filmik, potem znowu łyżka...? To brzmi wręcz jak zagrożenie życia! (Chociaż na pewno lepsze niż kilka lat w północnokoreańskim więzieniu...)
MiJa
Pozdrowienia dla wszystkich!
Hej, to się nazywa szybka informacja! Dzięki wszystkim!
O tych licznych skanerach w Chinach jeszcze nie słyszałem, znowu się czegoś nauczyłem!
Podsumowując: nie ma się czym martwić – filmów pod dostatkiem!
@TiMo+ Morte: nie przepadam za tak dużą ilością budyniu waniliowego...
Pozdrowienia z Kolonii
Michael
AchimBauer
Cześć Michael,
moja ostatnia podróż samolotem miała miejsce dawno temu, ale na wszelki wypadek pakowałem filmy do woreczków ochronnych – są to foliowe woreczki z powłoką wewnątrz. Nigdy nie miałem żadnych problemów, nawet gdy kontrolerzy nalegali na prześwietlenie rentgenowskie przed kontrolą osobistą.
Sprawdź, czy takie woreczki są jeszcze dostępne.
Pozdrawiam, Achim
thomas_l
Po co ci ci strażnicy? Ciesz się, że ich nie masz i nie musisz mieć.
Nigdy nie miałem złych doświadczeń z przechodzeniem przez te urządzenia do prześwietlania, nawet w Chinach.
W Chinach musisz raczej uważać na inne rzeczy, choć zależy to od tego, gdzie się znajdujesz. Jeśli jesteś w Szanghaju, Pekinie lub gdzie indziej, to jako obcokrajowiec zazwyczaj nie będziesz niepokojony przez policję. W Tybecie lub Xinjiangu wygląda to już nieco inaczej. Prawdziwym zagrożeniem dla tamtejszego Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego są np. mapy, na których granice państwowe nie są zaznaczone tak, jak uważa to za słuszne Chiny (np. mapy indyjskie są zakazane ze względu na granicę z Kaszmirem) lub jabłko, które nie posiada wymaganego zezwolenia na import (zdarzyło mi się to, policja graniczna nakazała mi więc, żebym natychmiast zjadł jabłko, zanim przekroczę granicę celną, która znajdowała się dokładnie tam, gdzie stał ten Kapserl, eee, celnik...). Tutaj musisz być może uważać, jeśli fotografujesz tajne obiekty, takie jak dworce kolejowe czy coś w tym rodzaju... Nie, nie daj się zastraszyć, Chiny to wspaniały kraj do zwiedzania i, jak już wspomniałem, poza tymi delikatnymi politycznie obszarami, dla turystów jest to całkiem bezproblemowe
Pozdrawiam, Thomas
pittyman
Cześć Michael,
dotychczasowe porady dotyczące bagażu podręcznego są słuszne. Walizki są prześwietlane przy użyciu wyższej dawki promieniowania. W tym roku leciałem na Islandię z 50 filmami zwojowymi Tri-X 400 w bagażu podręcznym i z ciekawości zapytałem o to podczas kontroli bezpieczeństwa zarówno podczas lotu tam, jak i z powrotem. W obu przypadkach powiedziano mi, że skaner jest całkowicie bezpieczny dla filmów o czułości do 1000 ASA. Po wywołaniu nie zauważyłem żadnych uszkodzeń ani zamglenia na moich filmach. Masz więc trzy możliwości: fotografować cyfrowo, zaufać technologii albo zapakować wszystkie filmy w opakowania z oznaczeniem 3200 ASA i nalegać na kontrolę ręczną :spudnikshooter:.
Pozdrawiam
Dirk
thomas_l
W Chinach też przeprowadzają kontrole ręczne – sam to wypróbowałem. Szybko jednak z tego zrezygnowałem, bo dyskusje były dla mnie zbyt uciążliwe. Żaden urzędnik nie ruszył się z własnej woli ani o krok więcej, niż było to absolutnie konieczne.