Bonderer
[size=3][size=4]Witam[/size][/size]
[size=3][size=4]Kto ma ochotę wypróbować nowe wywoływacze do filmów...[/size][/size]
[size=3][size=4]W Brunszwiku – co nie dziwi, bo przecież kiedyś działały tam Rollei i Voigtländer – mieszka ktoś, kto lubi próbować nowych rzeczy. Jest tam kilka nowych wywoływaczy do filmów czarno-białych, które warto wypróbować. Używam HCD 2 razy z starterem i bez niego i poza ADOX-ADONAL wyrzuciłem wszystkie inne wywoływacze. Ale inne też wkrótce wypróbuję.[/size][/size]
[size=3][size=4]Do tego jest bardzo dobra karta techniczna, a nie, jak w przypadku niektórych innych wywoływaczy, papier z wróżbami[/size][/size]
[size=3][size=4]z czasami z kryształowej kuli. Już po tym widać, że ludzie z firmy Spürsinn naprawdę się starają. [/size][/size]
[size=3][size=4]Niech właściciel strony wybaczy mi reklamowanie konkurencji, ale przecież w centrum uwagi jest fotografia.[/size][/size]
[size=3][size=4]Powodzenia[/size][/size]
KlausWehner
Trochę za bardzo to sobie ułatwiasz!
Co takiego nowego jest w tym nowym wywoływaczu?
Jakie cechy miałyby mnie skłonić do rezygnacji z mojego sprawdzonego wywoływacza?
To chyba minimum informacji, jakich może oczekiwać potencjalny nabywca.
A może wcale nie o to chodzi?
Serdeczne pozdrowienia
klaus
piu58
HCD to wywoływacz na bazie fenidonu i hydrochinonu. W nowej generacji ma formę systemu modułowego, dzięki czemu można go stosować również jako wywoływacz dwuwannowy. W przeciwieństwie do innych produktów „pianowych” nie jest to nic naprawdę rewolucyjnego.
KlausWehner
Drogi Uwe,
Ty to rozumiesz, ja to rozumiem – po prostu nie jestem do końca pewien, czy autor tego rozumie.
Mnie osobiście po prostu denerwuje ten nachalny sposób reklamowania się (niezależnie od tego, kto to robi!) – zwłaszcza gdy nie zawiera żadnych merytorycznych informacji.
No dobrze – może to tylko mój osobisty problem :-)
Niemniej jednak: nie powinno się schodzić poniżej pewnego poziomu.
Serdeczne pozdrowienia
Klaus
piu58
Wynika to jednak również ze sposobu promowania produktów. Mirko na przykład dość otwarcie mówi o tym, czym się zajmuje (w przypadku własnych rozwiązań), i dzięki temu zarabia pieniądze. A więc jest to możliwe.
„Nowy cudowny wywoływacz” czy „nowy superfilm” – to na pierwszy rzut oka nic nie znaczy, poza tym, że sprzedawca chce na tym zarobić. Społeczność fotograficzna za każdym razem musi najpierw dowiedzieć się, co naprawdę się za tym kryje.
A przecież nie ma nic złego w udoskonalaniu sprawdzonego od dawna CG-512 i dodawaniu kilku nowych możliwości. Ta informacja nie szkodzi nowicjuszowi, a my, doświadczeni fotografowie, od razu wiemy, do jakiej klasy wywoływaczy należy ten produkt, co potrafi, a czego nie. Ale tak właśnie zaczyna się przeglądanie kart charakterystyki.
Wolf_XL
...w gruncie rzeczy te dyskusje na temat „cudownych filmów” i „cudownych wywoływaczy” są dość dziecinne – po prostu ich nie ma. Oczywiście można dostosować filmy lub wywoływacze do konkretnych potrzeb – niestety nigdy nie będzie to przyjemność bez żadnych minusów. Można to obracać i przekręcać, jak się chce – poprawa w jednym aspekcie z pewnością pociąga za sobą pogorszenie w innym...
Bonderer
Witam
Gdzie podziała się radość z eksperymentowania, gdzie chęć spróbowania czegoś nowego?
Mnie ta zupa smakuje, innym może nie, ale tylko
praktyka czyni mistrza. Nie ma to być też reklama firmy Spürsinn, oni
tego nie potrzebują.
Gdyby Ansel Adams miał do dyspozycji papier wielostopniowy i lepsze wywoływacze do
filmów, nigdy nie potrzebowałby systemu strefowego, nawet jeśli
zwolennicy liczników strefowych chcieliby mnie teraz rozszarpać. Fotografuję już od około
40 lat i od prawie tyle samo czasu mam ciemnię do zdjęć czarno-białych. Nawet ryzykując, że
nie zyskam tu sympatii, najważniejsze zawsze było dla mnie
fotografowanie i zdjęcie oraz to, że sprawia mi to radość. Ludzie w
klubach fotograficznych, które tu też istniały, którzy skupiali się wyłącznie na technicznych szczegółach
zdjęcia i na pytaniu, jaki film należy użyć w jakim wywoływaczu.
To był dla mnie powód, by nie zapisywać się do takiego klubu.
Niezależnie od tego, jakie to było zdjęcie, zamiast je oglądać, skrupulatnie
szukano technicznych niedociągnięć. Mi zależało tylko na dobrym zdjęciu,
nigdy na technicznie doskonałym. Niezależnie od filmu czy wywoływacza, niezależnie od
aparatu, niezależnie od papieru, najważniejsze, żeby był aparat, film i chemia, a
czy to była Leica, czy Revue, też mi nie zależało. Również w przypadku filmów,
zwłaszcza w czasach, gdy nie zarabiałem zbyt wiele, mając żonę i
małe dzieci, kupowałem tanie filmy, chemikalia i papier,
głównie po to, by coś mieć. Ważne było, bym miał przy sobie aparat.
Nigdy jednak nie uprawiałem tego hobby z upartą skrupulatnością – gdzie
w takim razie pozostaje radość z tego, co się robi? Składniki
wywoływacza były i są dla mnie takie same, mógłby tam nawet biskup
nasikać. Jeśli podoba mi się wynik, to dalej go używam, jeśli
nie, to ląduje w odpadach specjalnych. Oczywiście to subiektywne, ale w
kwestii gustu nie może być mowy o obiektywności. Wyobraźcie sobie, że wszyscy
używają tylko Delta 400 i X-Tol, straszna myśl.
Znacznie bardziej wolę kwas askorbinowy w owocach lub różnych napojach niż w
postaci wywoływaczy, a kto chciałby X-Tol w swojej herbacie.
Bądźcie na luzie, zrelaksujcie się, bawcie się dobrze i szalejcie. Spróbujcie
czegoś, a jeśli się nie spodoba, spróbujcie czegoś innego. Przypomina mi to trochę
magazyn „Color Foto” i pewnego pana o nazwisku Motz, który popełniał sporo werbalnych
wpadek podczas swoich tak zwanych omówień zdjęć. Ludzie byli tam
tak poniżani, że na pewno potem wyrzucali swoje aparaty, a
a ci biedacy jeszcze za to zapłacili, kiedy tam
przesyłali swoje zdjęcia. Po co więc to całe zamieszanie, kto chce, może spróbować, kto
nie chce, niech sobie odpuści, ni mniej, ni więcej, a pewien mądry
człowiek z minionego stulecia ujął to tak: Kto spóźnia się...
A żeby jeszcze bardziej się narazić, mam szerokie ramiona,
mierzę 191 cm wzrostu i ważę 130 kg, wliczając w to ok. 1 kg pełnej brody i włosów, czyli
jestem prawdziwym, prymitywnym potworem. Chętnie próbuję nowych rzeczy, mam
Heiland Splitgrade w moim Kienzle 69 S, kupiłem go zaraz po tym, jak
właśnie pojawił się na rynku i uważam to za, piszę to specjalnie powoli,
cudowne urządzenie do laboratorium SW, mam też procesor TAS firmy
Heiland, uważam go również za genialne urządzenie, warte więcej niż każdy cent, który
za niego zapłaciłem. Lubię szaleć, to fajna zabawa i jestem od tego
uzależniony.
Fotografowanie zawsze było dla mnie ważniejsze niż czytanie kart charakterystyki,
celem jest wyłącznie dobre zdjęcie, a to może spokojnie wykazywać pewne niedoskonałości techniczne,
co w przypadku niektórych zdjęć stanowi nawet o ich uroku i jakości.
A co karta charakterystyki ma wspólnego z wizualnym wrażeniem wywoływacza filmów,
to całkowicie mi umyka.
Zawodowo mam do czynienia z kartami charakterystyki i jest w nich wiele informacji, np. gdzie mogę zadzwonić,
gdy coś dostanie mi się do oka, z czym ten środek nie może wchodzić w reakcję lub co należy zrobić,
gdy zacznie się palić lub wejdzie w kontakt z ogniem – wszystko, co ważne, jest tam zapisane, a informacje są
regularnie sprawdzane i aktualizowane.
Nie przypominam sobie jednak żadnej karty charakterystyki od wywoływacza, w której byłoby napisane, że wynik
mi się spodoba.
Ja w każdym razie, dopóki będę mógł, będę tak dalej robił, fotografował z wielką radością, czerpał przyjemność z
fotografii i będę na tyle szalony, by zawsze próbować czegoś nowego.
Mogę to tylko wszystkim polecić. A kto nie jest...
Zszalejcie.
thomas_l
...w gruncie rzeczy te dyskusje na temat „cudownych filmów” i „cudownych wywoływaczy” są dość dziecinne – po prostu ich nie ma. ...
jakże to prawdziwe, jakże to prawdziwe
TR
Można to rozpatrywać z każdej strony – poprawa w jednym aspekcie nieuchronnie pociąga za sobą pogorszenie w innym...
Teraz też się o tym przekonałem. Ostatecznie dobra jakość oznacza po prostu -> duży format. Jakości wysokiego powiększenia nie da się symulować za pomocą specjalnego filmu czy specjalnego wywoływacza. W przypadku małych formatów trzeba iść na kompromisy lub je znaleźć. Chociaż z drugiej strony większość dobrych, poruszających zdjęć powstaje właśnie w małych formatach, bo nic nie przebije treści.
Wolf_XL
...to tak jak w prawdziwym życiu – pojemności silnika nic nie zastąpi – chyba że jeszcze większa pojemność... ;-) Niemniej jednak również w tym przypadku obowiązuje zasada, że kto potrafi, ten może być konkurencyjny nawet przy mniejszej pojemności skokowej. Dlatego nie należy przeceniać znaczenia techniki. Ostatecznie jest tak, że jeśli na zdjęciu treść jest odpowiednia, to w zasadzie nie ma znaczenia, czy pod względem technicznym jest ono w 100% doskonałe – a nawet w 100% perfekcyjnie wykonane zdjęcie nadal nie sprawi, że z nudnego motywu powstanie arcydzieło...
Wolfgg
Witaj, miłośniku fotografii analogowej,
Kwestia wywoływaczy – to chyba odwieczny temat od czasu wynalezienia fotografii.
Ponad 40 lat temu sam długo wierzyłem, że istnieją duże różnice w jakości między różnymi kombinacjami filmów i wywoływaczy, co najczęściej podsycali mi magazyny. Zauważyłem jednak, że istnieją różnice w efekcie obrazu, np. jeden wywoływacz tworzy delikatną strukturę srebra, a drugi wysoką ostrość, albo krzywa gęstości jest czasem opadająca, a czasem wybrzuszona – wszystko to wpływa na efekt obrazu i sprawia, że raz jeden, a raz drugi wywoływacz jest nieco bardziej odpowiedni.
Pewnego dnia stało się dla mnie jednak jasne, że różnice między formatem KB a 4,5x6 lub 21DIN a 17DIN (wówczas Agfa IF i ISS), a nawet między „zwykłym” filmem a zmiękczonym filmem dokumentalnym z 1977 roku (Neofin Doku) są znacznie większe niż to, co można by osiągnąć w ramach jednego formatu przy tej samej czułości i przy użyciu wszelkich możliwych płynów.
Później zadałem sobie trud, aby zrozumieć teorię densytometrii/sensytometrii i podczas eksperymentów okazało się, że celowe, prawidłowe wykorzystanie krzywej czerni filmu za pomocą systemu strefowego przynosi wyraźnie widoczny wzrost jakości, a przede wszystkim daje pewność dobrego wyniku. Stwierdzenie „Gdyby Ansel Adams miał do dyspozycji papier wielostopniowy i lepsze wywoływacze do filmów, nigdy nie potrzebowałby systemu strefowego” jest moim zdaniem nieprawdziwe; nie ma to zresztą nic wspólnego z papierem o zmiennej gradacji, który raczej skłania do mniej rygorystycznego podejścia do wywoływania filmu. Bardzo dobre wywoływacze filmowe istniały już 100 lat temu (np. RODINAL lub mieszanki piromiczne), system strefowy zapewnia jedynie, że krzywa gęstości wytworzona przez wybraną kombinację filmu i wywoływacza pasuje do kontrastu motywu, a więc krzywa jest optymalnie wyregulowana i film można wywołać w miarę możliwości na gradacji normalnej lub specjalnej, ponieważ te dwie gradacje są w stanie oddać większość wartości tonów. Z podejścia Adamsa do dziś nic więc nie jest przestarzałe.
Jako ostrzeżenie, fragment mojej „kariery wodnej”, mniej więcej w porządku chronologicznym: RODINAL, ATOMAL, Fabonal, Metatenal, NeofinRot, NeofinBlau, Ultrafin, Emofin, Ilfosol, Microphen, NeofinDoku, D76, Microdol-X, HC110, Perceptol, CG512, a potem jeszcze własne mieszanki z surowców chemicznych (kariera nie do naśladowania).
Czego używam dzisiaj? W 90% RODINAL, reszta to mieszanki piromiczne z surowców chemicznych.
Najważniejsze jest do dziś, aby dobrze znać właściwości stosowanej kombinacji filmu i wywoływacza oraz wiedzieć, jak wydobyć z nich to, co najlepsze. A zanim dobrze poznasz daną kombinację, minie trochę czasu.
Eksperymentowanie nie jest jednak zabronione, jeśli sprawia ci to przyjemność. Ma to jednak niewielki wpływ na wyniki.
Pozdrawiam, Wolfgang
Steffen
Cześć, Analogu, czy może mam cię nazywać Michaelem?
Nie idzie ci zbyt dobrze ze sprzedażą twojego oprogramowania i próbujesz teraz swoich sił w marketingu wirusowym? Lepiej zrób to na aphog, tam razem z Hartmutem możecie popisywać się jak krzykacze na targu.
Bonderer
Cześć Steffen,
Kolejny, który potrafi wróżyć z kryształowej kuli – ja nigdy nie umiałem. No więc, moje imię nie jest nawet zbliżone do Michaela.
Nie zamierzam się nad tym rozwodzić, bo to poniżej mojego poziomu, ale życzę dalszej dobrej zabawy w jaskini, a może on już ma konia i wóz...
A teraz może się wyżalić tacie Mirco i kazać mi się wyrzucić. To mnie nie obchodzi ani trochę.
bernhardmangelsgmxde
Świetna wiadomość!