Wiem, że produkcja małoseryjna jest kosztowna
Jobo nie jest już zmuszone do kierowania się
przede wszystkim cenami z przeszłości lub świadomością cenową uczestników rynku.
Dla nich temat ten został zamknięty wraz z ogłoszeniem upadłości.
Aby w ogóle rozważyli ponowne podjęcie działalności, musi to być opłacalne dla firmy.
A opłacalność w Niemczech oznacza przede wszystkim
możliwość wypłacania wynagrodzeń (wraz z dniami świątecznymi, urlopowymi i chorobowymi, a także urlopem macierzyńskim itp.). Następnie trzeba opłacić czynsz, sfinansować wymogi stowarzyszenia zawodowego i bronić firmy przed państwową biurokracją. Jeśli coś zostanie, trzeba zapłacić 50% podatku – również od inwestycji w aktywa obrotowe i kapitał pozostający w firmie.
Te wymagania są nakładane z zewnątrz – przez społeczeństwo – na każdą niemiecką firmę.
Jeśli nie da rady, niech ogłosi upadłość, bo wtedy nie jest godna pozostania w tym kraju.
A te wymagania rosną z miesiąca na miesiąc.
Jeśli zsumuje się wszystkie te wydatki, a następnie rozłoży je na 20–40 procesorów Jobo rocznie, otrzymuje się cenę minimalną.
W związku z tym powinniśmy być wdzięczni, że firma Jobo ponownie podejmuje ryzyko, znajdując dystrybutorów, którzy sfinansują urządzenia z góry, przechowują je i nie roztrząsają zbytnio kwestii ceny.
Czasy, w których koszty uruchomienia produkcji można było rozłożyć na tysiące sztuk, bezpowrotnie minęły.
To naprawdę wspaniałe, że istnieją zaangażowane firmy, które utrzymują rynek na tym poziomie.
Często znacznie poniżej własnych oczekiwań, jeśli chodzi o zyski operacyjne.
Cieszcie się, że moglibyście kupić, gdybyście mieli pieniądze, bo to lepsze niż nie móc kupić, nawet gdyby tak było ;-)
...prawda?
Pozdrawiam,
Mirko